Blog > Komentarze do wpisu

A miało być "weird"

Ach, w tym Chicago to sobie żyją. Na trawie można posiedzieć w parku. Transport publiczny mają. Gołąbka można sobie zjeść. Normalnie luksus.
W Chicago byłam ostatni raz 8 czy 9 lat temu. Zmieniło się od tego czasu. Sears nie jest już najwyższym budynkiem świata. Dojazd z centrum do O'Hare zajmuje 45 minut, a nie 15. Ludzie jacyś tacy chudsi...
A jacy gościnni...Koleżanka z bloga obok zaprosiła nas w odwiedziny. Zapewniła wikt i opiekunek, pościel z satyny i ręczniki.
A miało być "weird", bo w końcu wiemy jak to jest jak się jedzie w odwiedziny do osoby poznanej przez internet. Gdy opowiedziałam o tym planie znajomym w pracy to pukali się w czoło. Najpierw nie wiedziałam o co chodzi, ale potem chyba do mnie doszło, że jeśli opowiadam, że razem z mężem jadę do koleżanki poznanej przez internet, która też ma męża to dla niektórych Amerykanów brzmi to jednoznacznie...Po tym gdy szef spojrzał się na mnie tak jakoś dziwnie, postanowiłam nie opowiadać więcej nikomu o swoich planach.
A było zupełnie normalnie. Ania powitała nas zupełnie jakbyśmy się znali nie wiadomo ile, a przecież z twarzy byliśmy podobni zupełnie do nikogo. Powitała nas po polsku: żywcem, curry z krewetkami i flagami powiewającymi na wietrze...
Pragnę tutaj wykorzystać fakt iż jestem kierownikiem tego bloga i serdecznie podziękować państwu z Chicago. Monsz był bardzo zaskoczony tą polską gościnnością...
No ale dosyć tego wychwalania, bo że Ania to równa babka z niezłymi tatuażami na stopach, wie każdy kto czyta Windy City. A kto nie wie, ten trąba. Dodam tylko, że było też bardzo miło przekonać się, że koleżanki LonelyStar i Evek istnieją nie tylko wirtualnie. Spotkałyśmy się bowiem w niedzielę o 11 rano na schabowym i pierogach. Marxx nie przyszedł.
Co więc robiliśmy w tym mieście, które tak wielu z nas kojarzy się z Jackowem i Mońkami, a tak nie wielu ze wspaniałą architekturą, świetnym jedzeniem, wiatrem od jeziora, który jest właściwie prawie jak wiatr od morza? No więc nie zrobiliśmy zbyt wiele. Bo ile czasu tak naprawdę trzeba spędzić na zwiedzanie Chicago, wie tylko ten który próbował to zrobić w dwa dni.
Teoretycznie Chicago nie kręciło mnie w ogóle. Spędziłam tam kiedyś dwa miesiące. Wtedy wydawało mi się to Chicago takie dość zaściankowe, być może ze względu na te Mońki, Jedynkę, Korę Jackowską reklamującą tanie rozmowy ze Stanów do Polski i tym podobne. Teraz Mońki i Belmont wywołują jakieś tam wzruszenie. Zawsze tak jest, że żal nam tego czego nie mamy, czyli w tym wypadku polskich sklepów na Belmont.
Ale nie myślcie, że cały weekend spędziliśmy właśnie tam, bo wcale nie.
W sobotę, po pysznym śniadaniu u gospodyni wybraliśmy się na tak zwane miasto. Plany były ambitne- jezioro, Sears Tower, wycieczka architektoniczna, zakupy w H&M, hot dog z budy, sklep fotograficzny, no i Millennium Park.
Plany planami, a rzeczywistość wyszła trochę inaczej.








Sears Tower odpuścliliśmy sobie. Przyznam, że nie było mi żal, bo w sumie po odwiedzeniu Empire State Building w NY i Space Needle w Seattle potrafię sobie mniej więcej wyobrazić co można zobaczyć z góry. Nie odpóściliśmy sobie za to Millenium Parku, który moim zdaniem jest jedną z lepszych atrakcji w Stanach.
Amfiteatr Franka Gehry'ego po prostu powala. Niby puszka, a jaka ładna. Cloud Gate zwana przez mieszkańców Chicago Fasolką jest moim zdaniem główną atrakcją Parku.
Dlaczego nie wszystkie miasta stać na takie gadżety?
Dlaczego Chicago to ma, a my w Houston mamy pomnik Sama kurde Houston'a?
Fasolka jest jedną z lepszych atrakcji turystycznych jakie w życiu widziałam. I nie pytajcie dlaczego, bo wam odpowiem, że dlatego iż jest po prostu fajna.




Do pozostałych atrakcji można zaliczyć spacer w upale po Michigan Avenue (sobota), spacer w zimnicy (niedziela) po Michigan Avenue. Wyjście do Art Institute w celu ogrzania się i pooglądania jak ludzie prezentują fotografie. BTW w Art Institute można zobaczyć obrazy Cy Twombly'a, jakże znanej mieszkańcom Houston postaci.
W niedzielę ledwo zdążyliśmy na samolot. W samolocie siedziałam obok dziewięcioletniego chłopca, który wracał właśnie od ojca i macochy do mamy i ojczyma. Chłopiec ten podróżuje tak sobie dwa razy w miesiącu. Wiem, bo był bardzo gadatliwy. Nie dał mi poczytać czerwcowego Twojego Stylu jaki kupiłam sobie w polskim sklepie. Chłopiec ten ma na swoim koncie OnePass 150 tysięcy mil. Powiedział mi także, że zna na pamięć Safety Instructions. Na początku myślałam, że zmyśla, ale jak puścili wideo zatkało mnie, bo wyprzedzał każde zdanie. A filmik ten drodzy państwo trwał dobre 5 minut. Na początku myślałam, że odmawiał pacierz, ale nie- on mamrotał, że exit tu i tu, że maskę najpierw sobie a potem sąsiadowi, że nie można palić w kibelku i że życzą nam przyjemnej podróży. Ba, nawet znał imię i nazwisko szefa Continetal Airlines. Tak więc z chęcią latałabym do Chicago częściej, ale boję się, że jeśli jeszcze parę razy się przelecę to zostanie mi tak jak temu chłopcu...



--------------------------
Więcej zdjęć Tu. Zapraszam też do odwiedzania Phototainable, bo tam też będą fajne zdjęcia.


wtorek, 22 maja 2007, hjuston

Polecane wpisy

  • Północ - Południe czyli wesele w Nowym Orleanie

    Jak już wspomniałam, byliśmy na weselu Elvisa. Wesele trwało 3 dni- w piątek odbył się rehearsal dinner (czyli obiad, po próbie ślubu, na którym wszyscy bliscy

  • Mój wiecznie niepoznany świat

    Biorąc przykład z Tierralatiny postanowiłam zaznaczyć sobie gdzie już byłam. Wyszło mi jakieś niecałe 7%, więc w sumie nie ma co pokazywać (mogę wymienić znacz

  • Na walizkach przed podróżą

    Dzisiejsze wiadomości pisały o historii prawie, że jak z LOST-u tylko, że bez happy endu, a my właśnie siedzimy na walizkach przed podróżą... Strach się bać. Pr

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/05/22 13:25:41
Długie, nie przeczytałem.
خالق
-
2007/05/22 14:01:30
dzieki za informacje
-
Gość: suvka, *.ptld.qwest.net
2007/05/22 15:44:16
ciesze sie, ze tak dobrze sie udala wizyta w Chicago. Chyba tez powinnam sie wybrac, dawno nie bylam...podobnie jak Ty 8-9 lat temu. Wtedy tez mi sie jednak podobalo.
-
2007/05/22 16:12:11
a milo bylo sobie kolezanke Hjuston w wersji LIVE spotkac ;O) i to w takim miejscu... :O)
co do opini o Fasolce to ja sie podpisuje i rekami i nogami!
ale niestety wszystko co mile szybko sie konczy. to jak tam - zadanie domowe z Flasha odrobione?! ;O)
-
Gość: brudzia, *.home.cgocable.net
2007/05/22 16:43:44
a hjuston to jak zwykle wymysla, bo w chicago byla 3 lata temu na weselu.
sears tower nie ma co zalowac, no niby nie jest tak zle, ale za drogie, moim zdaniem nie jest warte wiecej niz $5.
ja jeszcze tylko do tego muzeum w chicago bym chciala pojsc.
-
aniabuzuk
2007/05/22 16:48:56
Ladne skojarzenia maja Twoi koledzy z pracy, nie ma co. Kurna, moze i u mnie w robocie tak ktos sobie pomyslal.
Dziekujemy pieknie za odwiedziny, dobre slowo o naszym miescie i przylatuj czesciej. Moze tez sobie zrobisz tatuaz na nogach.
-
Gość: wujek zdzisek, *.us.kpmg.com
2007/05/22 18:43:12
przypomniało mi się jak to Thernity postanowiła nas odwiedzić :-)...
-
2007/05/22 22:11:13
Wszystko przeczytałam, zdjecia obejrzałam. Teraz już wiem, jak wyglądacie.
-
2007/05/22 22:52:55
evek- zadanie domowe bede robic dzisiaj ;-) podesle podesle

-
2007/05/22 22:57:47
aniabuzuk- no mowie ci. mysle, ze teraz wszyscy w pracy maja mnie za słingersa - to znaczy słingersówke hehe.

wujek- chyba nie znam tej historii... moze podlinkuj?

ewa777- a my ciagle nie wiemy jak ty wygladasz.

brudzia- to fakt. skleroze mam jak 150. rzeczywiscie bylam w chicago 3 lata temu. ale to sie nie liczy bo bylam tylko na weselu. pierwszego dnia wesele i zabawa ze 100 polakami w jakims tam "zamku". a drugiego dnia odbieranie nie jakiego pieczarki z izby wytrzezwien, bo tylko ja sie nadawalam na kierowce.
-
boxblox
2007/05/23 03:23:18
no panie hameryka...

A.
-
2007/05/23 05:41:47
relacja z Chicago pierwsza klasa !!
chyba zaczne sie czesciej udzielac na obu blogach to moze kiedys i ja sie z Wami spotkam ;)
-
2007/05/23 05:46:06
no a czemu by nie?
-
Gość: brudzia, *.home.cgocable.net
2007/05/23 06:55:36
no mysle, ze nastepna podroz hjuston powinna byc w koncu w odwiedziny do siostry.
-
2007/05/23 07:06:03
tak, przylatuj czesciej. szkoda tylko, ze na naszym spotkaniu w polowie jeszcze spalam;)
-
hjuston
2007/05/23 14:14:42
a nastepnym razem to trzeba bedzie sie wybrac TU . troche drogo, no ale moze do nastepnego razu uzbieram.
-
2007/05/23 17:24:09
Juz sie chyba nie bede powtarzac, ze fajne zdjecia - fasola najlepsza:)
Tez sie wybieram niedlugo do Chicago, i juz sie doczekac nie moge. Moze sie zalapie na Taste of Chicago?:)
Chicago jest piekne:) Tylko ta pogoda ufff..juz sie poce na sama mysl.
-
2007/05/23 19:22:26
ty do chicago a my do portland. ale to dopiero chyba w lipcu. narazie monitoruje ceny biletow i czekam na okazje.
jak to mowi pewne stare przyslowie- rok bez wyjazdu do portland to rok stracony
-
2007/05/23 21:54:03
...."jak to mowi pewne stare przyslowie- rok bez wyjazdu do portland to rok stracony".....
:))) haha - prawde gada!
-
2007/06/21 09:40:40
Za to ja jestem wielkim fanem museum of science and indusry.
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston