Blog > Komentarze do wpisu

Skąd przychodzą i dokąd zmierzają?

No cóż. Niestety nie da się tego dłużej ukrywać. Mam w domu mrówki. Faraonki. Chyba. Nie mamy ich zawsze. Pokazują się tylko wtedy kiedy wilgotność powietrza na zewnątrz spada poniżej 50%. 
Przez pewien czas ukrywałam to przed mężem, bo mój mąż jest wielkim przeciwnikiem wszelkiego rodzaju pryskania i różnych chemikaliów. Tak więc jak zobaczyłam gdzieś jakąś mrówkę to czekałam aż wyjdzie do pracy (mąż, nie mrówka) i psik psik RAIDem. No było tak może ze 4 razy. Raz nawet zatrudniłam do tego swoją własną Mamę. Mrówek było zazwyczaj może 5 czy 10 i zawsze koło zlewu. Wchodziły przez jakąś dziurę w ścianie (czy tam w oknie) z zewnątrz.
O mrówkach w poprzednich domach, i w pracy, i w Houston generalnie pisałam już chyba z 10 razy. Ale powoli zaczynam odczuwać objawy choroby psychicznej i w końcu muszę coś z nimi zrobić.
Parę tygodni temu mąż przyuważył te mrówki. To znaczy wiedział, że od czasu do czasu się pojawiają, ale tak na prawdę nigdy ich nie widział (moja w tym zasługa). Tym razem nie zdążyłam. Metoda męża (naturalna), czyli śmierć przez uduszenie dziecięcym pudrem podziałała świetnie. Także na mój język. Opary pudrowe na swoim języku czułam przez cały dzień. (BTW - Z powodu tych oparów obecnie nie używa się pudru do pudrowania dziecięcych pupek). 
Mąż nie chce pryskać bo boi się, że jak Franek zacznie raczkować to będzie nam zlizywał truciznę. Tym bardziej, że nasuchał się o jakiś płytkach z arszenikiem, które niby się gdzieś tam wbija i twierdzi, że te mrówki nam ten arszenik poroznoszą po domu. W plecakach.
Ja, jak już wiecie, nie mam takich oporów. Pryskam bardzo chętnie. Pryskałabym więcej, ale muszę oszczędzać na truciźnie, żeby się nie wydało, że pryskam.

No i nie było tych mrówek przez parę tygodni. Aż się za nimi stęskniłam. Aż tu nagle dzisiaj znowu mąż przyuważył procesję. Tym razem mrówki (z 15 ich było) ominęły wypryskany przeze mnie teren przy zlewie i podążyły w stronę sufitu. Nikt nie wie skąd przychodzą i dokąd zmierzają, bo na tym suficie idą od krawędzi do krawędzi. I znikają.
Jednym słowem mrówki mnie wykiwały, bo jak ja je tam teraz popryskam? Normalnie, technicznie się chyba nie da. No chyba, że truciznę naładuję do jakiegoś pistoletu na wodę i będę strzelać z oddali.
Aż mnie ścisnęło w klatce piersiowej. Poczułam się taka biedna i bezradna. 

Na szczęście mąż jednak chyba się zmienił. Kto wie? Być może on też w tajemnicy walczył z tymi mrówkami i też mu nie wyszło? Być może sam też pryskał? 
Mąż zmienił się, bo nagle zaproponował żebyśmy zadzwonili po Bug Mena. Kolega mu ponoć poradził takiego jednego. 
Nie pytałam się o szczegóły, bo nei chciałam aby się rozmyślił, ale na mój prosty blond rozumek oznacza to chyba, że jednak o tych mrówkach wiedział i myślał. 
I tu zakończę wstęp i zacznę w końcu dochodzić do konkretów. Otóż ten Bug Men prosze ja was, to ponoć jakiś taki facet, który ma ten robaczy biznes już przez ponad 20 lat. Jest to tak zwany biznes z ojca na syna, bo syn już też się wkręcił w te robaki. 
I taki biznes warto wspierać w tych ciężkich czasach. Trzeba dać chłopakom zarobić. Tym bardziej, że polecam ich także BBB.
Przyznam jednak, że tak ostatecznie do wyboru Bug Mena przekonały mnie kartki świąteczne, jakie co roku robacza rodzina publikuje na swojej stronie. Wspaniały pomysł. Jak zwykle nie mój.
(Proszę zwrócić uwagę, że w miarę upływu czasu syn rzeczywiście rośnie).

1990



1992



1994



2006




Miejmy nadzieję, że już niedługo mrówki faraonki będą już tylko koszmarnym wspomnieniem. 
wtorek, 03 lutego 2009, hjuston

Polecane wpisy

  • Żabowca

    Po deszczu hjustońskie żaby wyłażą jak przysłowiowe robaki. Tym razem udało mi się nagrać ich odgłosy . Prawie jak owce, c'nie?

  • Żaba

    Nadeszła znowu ta pora roku, w której w środku nocy budzą mnie żaby. Lubię te odgłosy. Żaby u nas w domu to w ogóle temat dość modny. Franek ma ostatnio na ich

  • Monarcha

    Okazuje się, że tegoroczna zima stulecia (która w Meksyku była podobno chłodna i mokra), a także nielegalne wycinanie lasów (i związane z tym powodzie błotne) w

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/02/03 13:46:04
Przypomnial mi sie Hank Hill i jego kolega od zabijania robakow:-)
-
2009/02/03 15:24:27
Tez od razu pomyslalam o King of the Hills. Niezle jest to zdjecie z ta pszczola, a na ostatnim to jeden pies juz chyba jest inny.
U nas morowek nie ma tylko czasami takie jakies male muszki siedza w doniczkach z kwiatami i pozniej kwiatek zdycha. Chyba wszystkie te kwiatki z robakami przynioslam z pracy (te co studenci na Landscaping hoduja i pozniej sprzedaja), wiec postanowilam, ze juz nigdy wiecej nic tu w doniczce nie kupie, bo mi pozniej inne roslinki atakuje. Acha, mam tez patki w a/c za oknem, bo slysze jak drepcza czasami (a moze to wiewiorek?).
-
hjuston
2009/02/03 15:46:17
nie widzialam tego odcinka. albo nie pamietam. musze sobie znalezc i obejrzec. w ogole to mysle sobie, ze jak sie kiedys bede wyprowadzac z houston to kupie sobie wszystkie odcinki king of the hill. tak na pamiatke. albo zeby franiowi baniowi pokazywac.

my oprocz mrowek mamy byc moze gniazdo jakis os lub szerszeni czy cos w tym stylu. ale jeszcze nie wiemy na pewno bo jeszcze nic nie lata. chociaz moze po huraganie zniknelo. maz wiedzial, ze jest i nic mi nie powiedzial dopiero niedawno sie wygadal.
no i od czasu do czasu pojawia sie jakis kakroc czy tam rybik. nie jestem do konca pewna. no i wczoraj widzielismy pierwszego w tym roku skaczacego pajaka.

zyc kurde nie umierac. moze zaloze hodowle i zaczne wysylac gumie
-
2009/02/03 16:17:55
Mozesz zalozyc pchli cyrk i je trenowac, beda jezdzic na jaszczurkach, ktore widzialam u was przed domem.

Zapomnialam jeszcze dodac, ze u mnie w pracy sa myszy. Jednej dziewczynie zjadly gumowe przyciski w kalkulatorze. Ja jeszcze zadnej nie widzialam, ale myszy sie nie boje, wiec nawet jak zobacze to bez reakcji. Jak w pracowalam w piekarni to mi szkoda bylo tych sie sie przyklejaly do tych pulapek, juz lepsza jest zwykla pulapka, TRACH i przynajmniej taka mysz sie nie meczy (ale tez szkoda). Dsisiaj po drodze do pracy to z piec przejechanych zwierzatek widzialam, najczesciej to zajace, szopy, skunksy i opossum-y (nie wiem jak sie nazywaja po polsku).
-
aniabuzuk
2009/02/03 16:50:19
A probowalas znalezc w necie jakies naturalne metody zwalczania mrowek? My nigdy nie mielismy tego problemu, ale wylaza od czasu do czasu w piwnicy ohydne centipedes i hazbend wyszukal jakis organiczny srodek na ich zwalczanie. Posypalismy tym okolice przy listwach i na razie nie jest zle. Nie mowie, ze srodek dziala cuda, bo dezynsekcje tez robilismy, ale pomaga.
A pocztowki pierwsza klasa. Pierwsza podoba mi sie chyba najbardziej - te wlosy!
-
evek
2009/02/03 17:32:25
w czasach PRL-u znajomych moich rodzicow - szczegolnie tych, co mieszkali w blokach, tez meczyly pojawiajace sie mrowki. i pamietam, ze wtedy jako realny sposob pozbycia sie ich, dyskutowano mozliwosc stawiania na ich drodze zdjec roznych osob - nie tylko tesciowych, ale tez i co niektorych figur rzadowo-politycznych ;O)

to moze sprobuj Hjuston na drodze mrowek u ciebie postawic fote Dzordza Dablju albo nieco zapomnianej juz Sarah P. (from Alaska)... kto wie gdzie sobie mrowki pojda, a moze juz nawet nie wroca?!
(na suficie mozna przykleic tasma - w tym celu mozes sie z kolezanka z bloga obok skonsultowac ;O)
-
hjuston
2009/02/03 17:51:55
z metoda naturalnych probowalismy tylko ten puder dla dzieci. ponoc polewanie wrzatkiem tez pomaga ;)

anyways- juz zadzwonilam i jutro przyjda panowie na psikanie. daja niby 90 days guarantee. dobre i to.
-
evek
2009/02/03 18:17:16
a moze jakies zwierzatko kupcie sobie, co je mrowki?! ;O)
-
2009/02/03 18:34:59
Pocztowki dobre:)
Znajomi mieli cos - nie pamietam, chyba mrowki? W kazdym razie wrzucono im bombe, a oni musieli sie na jakis dzien przeprowadzic do hotelu. Od tego czasu jak reka odjal.
Ja tez mialam kiedys male gniazdo szerszeni na strychu - jak bomba zostala wrzucona, to szerszenie padly. Te bomby to sie kupuje w home depot.
-
2009/02/03 19:15:04
Slyszalam o wrzatku wymieszanym z sola, ale zawsze kojarzylo mi sie to z mrowkami na podworku a przeciez w domu tez moza polac tylko chyba nie na hardwood. Ja polecam Windex na wszystko jak na filmie, mojej kolezanki ojciec, ktory natomiast jest rodem z Wloch poleca na wszystko siki (szczerze mowiac wcale bym sie nie zdziwila jakby to naprawde dzialalo, ugryzl sie komar nasikaj na ugryzienie, wyskoczyl ci pryszcz, nasikaj na pryszcza itd.).
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/02/03 20:22:33
Wydaje mi się, że kiedyś o tym wspomniałam: czytalam, że jakby USA przeciąć w poprzek, mniej więcej w połowie, to te wszystkie południowe stany mają doświadczenia mrówkowe.
Mniej więcej się to zgadza: jak mieszkałam w NYC i w Mass., mrówek nie doświadczyłam. A mieszkając w CA, CO i AZ - mrówki są. Moja rada to wycieczka do Ace Hardware, zakup za grosze takich kilku maleńkich pudełeczek, które rozkłada się strategicznie po domu. Na tydzień czy dwa. Potem podłogę się myje (na wypadek raczkowania i dla ogólnego porządku) i koniec. Ja takie szopki robię maksymalnie 2 razy w roku, ale częściej raz. W pudełeczkach jest podobno trucizna. Nie wnikałam jaka, ale doczytałam się, że wektorem jest peanut butter. Nic nie śmierdzi, nawet trupów nie zbiera się. Też byłam na początku niechętna, ale w końcu to ja umiem sobie kupić truciznę, a nie mrówki. To nazywa się chyba "ant trap". Pozdrawiam.
-
hjuston
2009/02/03 20:33:59
alicja- jestem troche zaskoczona tym, ze masz mrowki. spodziewalam sie raczej zlotych skarabeuszy. pulapki moze i dobry pomysl ale gorzej z zamocowaniem ich na suficie.

brudzia- po co sol? przeciez wiadomo, ze wrzatek takie mrowki zagotuje tak, ze az beda piszczec. a mocz tez slyszalam, ze dobry jest na wszystko. nie wiem jednak na 100% bo nie probowalam. ponoc dlatego jak sie chodzi na basen bez klapek warto sobie troche popsikac, zeby nie dostac grzybicy. tak slyszalam ;)
jesl izas chodzi o possumy to w NZ widzielismy mase pulapek. kto wie- moze possumom poswiece wpis na kiwicampervan

-
2009/02/03 20:51:26
Nie wiem po co sol, moze zostaje w ziemi i blokuje przejscie nastepnym paradom.
Dziwne, ze w Stanach nazywaja sie possum a w kanadzie opossum. Widzialam na Pilot Guide jak Ian byl w NZ i jadl tam takiego possum-a w restauracji. Podobno trzeba go smazyc pare razy, zeby zabic wszystkie bakterie jakie mieso posiada, bo mozna sie otruc.
-
Gość: magda, *.srv.volvo.com
2009/02/03 21:48:22
no piekny album rodzinny bugmenow. Az mnie korci siebie i malzonka w podobny sposob archiwizowac ;) My mamy pania bug menke, ktora 4 razy do roku pryska (nie moczem) w domu i dookola domu. Pajaki odporne sa na jej zabiegi, zgarnia je szczotka, ale po domu nic nam nie lata, pelza czy biega. Co prawda raz sobie zafundowalam takiego macznego pasozyta latajacego i pani bugmenka przyjechala na wezwanie ale rece bezradnie jej opadly i nie psikala, kazala przeczekac wszystkie fazy rozwojowe i pozbyc sie generalnie wszystkiego jadalnego nie opakowanego w metal. jak psika to psy i koty nie zdychaja, mowi nam, ze to bezpieczne i dla ludzi, ale jak ci Franek ma raczkowac to lepiej zrob z bugmenami szczegolowy wywiad, ich syn pewno odporny na psikanie, to sie nie liczy. a u Gunmena czytalam, ze on teraz mrowki wciaga , no bon appetit i niech mu na zdrowie idzie, moze ma plany was odwiedzic i poszerzyc swoje menu?
-
Gość: Kasia24, *.hsd1.tx.comcast.net
2009/02/03 22:27:56
Jesli postawisz te "domki" dla mrowek przy oknie czy przy scianie - tam gdzie wchodza - to moze wejda do domkow i nie dotra na sufit. U nas tez czasem sa - glownie latem i wchodza przy oknie obok zlewu w kuchni. Jesli nie daj Boze znajda jakas okruche jedzenia to zaraz cala chmara sie rzucaja na te okruche.

Opossum - a po polsku to jest ponoc opos.
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/02/03 23:44:30
Może kiedyś te skarabeusze (złote czy nie) do nas trafią. Co do pułapek, to sufit nieważny, bo jak postawisz na podłodze, to przyjdą i zatrują się. Sufitu nie musisz myć, bo tam raczej chyba nikt nie będzie raczkować. Zanim przeczytałam, że przychodzą wszędzie w południowych stanach, to byłam przekonana, że ciągnęły je owoce, więc zaczęliśmy pakować wszystko do lodówki. Nawet cukierniczkę. No ale i tak przychodziły. U nas jedzenie nie miało z tym nic wspólnego, a jedynie czynniki pogodowe, jak sama zauważyłaś. Różne tam zmiany temperatur. Odbierałam wrażenie, jakby przez nasz dom przechodziły...skądś dokądś. Postoju nie robiły, więc nie wiem na czym ten ich manewr polegał. Bardzo to polecam, bo jest tanie i działa u nas super skutecznie.
-
2009/02/04 07:19:50
Alez piekne pocztowki! Najlepsza mama z cycami przy synu i mezu odzianym roboczo!

Jak mi po domu zaczely lazic jakies takie wielkie swierszcze z obrzydliwie dlugimi brazowymi nogami, to zaraz zawezwalam pana z Orkina. Popsikal, porozstawial klejace pulapki i swierszcze znikly! Ani moim dwom psom ani odwiedzajacym mnie dwom kotom (przychodza od mamy) nic sie nie stalo. No, podlogi nie lizaly, to fakt. Ani nie raczkowaly po niej. Dziecko tez juz za duze na bliski kontakt z podloga.

A w lecie przychodza do mnie mrowki ogrodowe, takie duze i grube. Przyjda, popatrza i ida. Nic nawet nie jedza. Moze i Twoje sobie pojda?
-
hjuston
2009/02/04 13:21:37
ciekawe czy oni te pocztowki wysylaja swoim klientom na swieta? zapytam sie dzisiaj. moze tez w tym roku taka dostaniemy ;)

nasze mrowki sa male i chude. w poprzednim mieszkaniu tez takie mielismy tylko raz w roku. tez sobie gdzies po prostu szly. ale teraz wydaje mi sie, ze on bardziej mieszkaja na zewnatrz i jak sie zrobi sucho to wlaza w sciany bo tam jest wilgotniej.


magda- ale fajnie, ze ciagle czytasz tego bloga. co slychac? gunmen jak widzisz wiele potrafi zrobic dla slawy ;) jak to mi kiedys napisal- lubi robic wrazenie tanim kosztem. chociaz pewnie te mrowki az tak tanie nie byly.

alicja- zdolne masz owoce jesli potrafia ciagnac mrowki. za ogon je ciagna? haha

kasia24- no u nas chyba jest dokladnie tak samo. to znaczy wlaza przez okno w kuchni przy zlewie. naet stoja tam jakies 2 pulapki (tzn. byly tam jak kupilismy ten domu). maz twierdzi, ze to na karaluchy, ale mi sie wydaje ze to sa te pudelka o ktorych mowisz, bo karaluch musialby niezle brzuch wciagnac zeby sie tam zmiescic. nie ruszamy ich (tych pulapek) i tak sobie stoja. mysle, ze dzisiaj pan ROBAL powie mi do czego one sluza.

-
Gość: Kasia24, *.hsd1.tx.comcast.net
2009/02/04 15:41:04
Te pulapki moze juz sa "przeterminowane" i dlatego nie dzialaja. No ale miejmy nadzieje, ze pan Robal rozwiaze dzis Wasz mrowkowy problem. Do nas pan Robal (inny niz Twoj - nasz nie przysyla kartek swiatecznych:)) przychodzi co kwartal - ja nie cierpie karaluchow a jako, ze mamy sporo drzew dokola nas - czasem widzimy te wielkie "tree roaches". Dzieki panu Robalowi widze tylko czasem ich zwloki a nie zywe fruwajace. Brrr - okropienstwo. No ale to juz taka "uroda" poludniowych, cieplych stanow. Pies zyje mimo pryskania co trzy miesiace, synowi to tez nie zaszkodzilo nawet wtedy gdy byl malutki. Jak juz ktos powiedzial wczesniej - na pajaki to pryskanie raczej nie dziala. No to sie robakowo wypowiedzialam. Zycze milego dnia:)
-
2009/02/04 19:16:08
Buahhaaha! No z takimi owocami to nigdy nie wiadomo... Przyjdzie takie agresywne jablko albo rozzloszczony banan, nastapi mrowce na czulki i co wtedy???... :)))

p.s. Chyba mi juz odbija... Ale panu Robalowi udanych lowow zycze!
-
Gość: mamut, *.swk.vectranet.pl
2009/02/05 20:43:05
Pryskanie nic nie daje. Musi być trucizna, którą mrówki zaniosą do gniazda i tam się wszystkie zatrują.
-
hjuston
2009/02/05 22:02:17
ponoc takimi wlasnie pryskal. dzisiaj mrowek u nas juz nie ma.
-
j_u
2009/02/06 03:03:50
Popatrz, ja przeżyłam już pluskwy, szczury i myszy, a faraonek jak dotąd - nigdy. No i mam nadzieję, że tak pozostanie :-)

Powodzenia!
-
2009/02/12 01:43:48
W swojej (skądinąd genialnej) autobiografii Surely Youre Joking, Mr. Feynman (ISBN:0393316041), R.P. Feynman opisał stuprocentowo bezpieczny i bezkrwawy sposób na pozbycie sie mrówek, które urządziły sobie ścieżkę przez mieszkanie.

Wymaga to tylko trochę cierpliwości: zaczajamy się przy szparze, przez którą wchodzą do nas mrówki - od strony mrowiska, i układamy tam trochę zagiętych kawałków papieru. Jak mrówka wejdzie, to ją przenosimy w jakieś miejsce dla mrówek nieciekawe - bo bez smakołyków. Mrówki z miejsca nieciekawego po jakimś czasie zwracamy do punktu wejścia. Po niedługim czasie owady dochodzą do wniosku, że ta droga nie prowadzi już do niczego smacznego - po czym oznakowują ją odpowiednim zapachem mówiącym, że tu już nie warto chodzić - i przenoszą się gdzie indziej.

-
hjuston
2009/02/13 02:33:34
jakby moj syn byl troche starszy to moglabym go zatrudnic do takiego zajecia. mysle, ze nawet mogloby mu sie to podobac. sama chyba nie wyrobilabym psychicznie :)
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston