Blog > Komentarze do wpisu

W kwestii jajek

W tym roku oprócz sękaczy, moich ulubionych pasztetów białostockich, Grześków, suszonych jabłek i grzybów, 3 dżemików domowej roboty, litewskiego miodu pitnego i śliwek w czekoladzie, mama przywiozła (a właściwie przewiozła przez granicę) jajka. Tak proszę państwa- jajka na twardo. 8 pisanek i 4 wydmuszki plus wydmuszka z jajka strusiego. Nic się nie zniszczyło (oprócz tych sękaczy, które się pokruszyły i jemy teraz takie sęki okruchy)- jajka są całe. 
No więc teraz w kwestii organizacyjnej- jajka malujemy w środę. Jeśli ktoś chce (generalnie jest to wiadomość do Sylwii A., Kazki, Joanny i Nosorożca) to może je odebrać w środę, albo w czwartek. Dajcie znać czy chcecie.

Po drugie generalnie, moja mama ma niezłe możliwości. Kiedyś pomalowała 200 jajek w szkole, ale teraz trochę jej już się nie chce i powiedziała, że pomaluje po 2 na rodzinę. No chyba, że ktoś koniecznie chce więcej to dajcie znać. 

Pisanki mojej mamy wyglądają mniej więcej tak:





Pisałam kiedyś o nich TU.

Mama przywiozła mi także felietony Talki (2 książki). Talków bardzo lubię. Dawno się aż tak bardzo nie śmiałam ...
środa, 25 marca 2009, hjuston

Polecane wpisy

  • Mad Men

    Jeszcze tylko 17 dni... Dla tych, którzy nie oglądali wcześniejszych sezonów- streszczenie (ze mną w roli Joan). Personalize funny videos and birthday eCards a

  • Park Jurajski

    Lonegunman napisał kiedyś na swoim blogu, że z wiekiem poczucie obciachu się zmniejsza. Uważam, że mądrość ta zasługuje na jakiegoś Nobla, bo i u siebie zaobser

  • Kawusia z chili

    Zaczęła się pora deszczowa i jak się można spodziewać - pada. Na deszczową pogodę najlepsze są lancze z koleżankami i chili na obiad. Tak więc robię chili wedłu

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/03/25 23:12:48
Oh my God! jakie cudenka!!!:)))) przesliczne. Gratuluje mamy!

Ona to wszystko przeteragala przez granice, i jej nie zlapali? ja po klesce z kabanosami, ktore mi skonfiskowano,i to w Seattle!! bo Chicago, to jeszcze rozumiem, bo sie glupia przyznalam:( a z kurczaka byly, nie z wola! - nawet zupki knorra bym sie bala przywiesc.
-
aniabuzuk
2009/03/25 23:13:04
Wole nie myslec co by bylo, gdyby wyladowala na O'Hare z tymi jajkami. Niezle jaja na pewno. Pisanki piekne. Ucz sie od mamy, zeby Franek tez umial.
-
2009/03/25 23:24:21
A na mnie z malowaniem nie czekacie? WTF?
A wracajac do granicy to ja tez nigdy nie mialam problemow z przewozem. Czy sa za to jakies kary pieniezne? No i ma ktos adres na ta strone, na ktorej pisze czego nie mozna wwozic, bo mozliew, ze bede niedlugo wiozla np. kielbase?
-
Gość: ania k, *.cisco.com
2009/03/25 23:30:53
niezla kontrabanda, pewnie cala walizka jedzenia... to w houston taki maja olew na granicy? z tego co wiem chyba rzeczywiscie mozna dostac kare... a pisanki piekne.
-
Gość: mamut, *.dsl.hstntx.sbcglobal.net
2009/03/25 23:31:45
No to dobrze, że mnie nie kontrolowali. Musiałabym udowadnić, że kolorowe jajka to zabawki dla Franka, a pasztety i sękacze są słodyczami!
Brudzia z Tobą też będziemy malować.
-
Gość: mamut, *.dsl.hstntx.sbcglobal.net
2009/03/25 23:37:37
www.migracje.gov.pl/?2,19,-1
żadnego jedzenia nie można
-
2009/03/26 00:44:17
brudzia, mnie za te kabanosy straszyli 300$ plus wpis na czarna liste w ksiege wieczysta;)
obeszlo sie bez placenie, ale czy mnie spisali to nie wiem - do PL sie nie wybieram, ale jak bede, to nic juz nie przywioze, bo w ciupie za kielbase siedziec nie bede!

za to grzyby suszone rodzina sle w bubble kopertach, i spoko, jeszcze nic nie wywachali.
-
Gość: radarek, 32.161.244.*
2009/03/26 00:52:49
jaja sa rzeczywiscie priceless :-) kiedys ciotka musiala zabulic 300 za sloninke na oharze a co do ksiazek to moge podrzucic/podeslac maslowska i rok nie wyrok
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/03/26 02:04:47
Piękne pisanki. A pewne rzeczy jak na przykład suszone grzyby czy musztardę czy przyprawy czy kisielki czy słodycze można spokojnie wwozić. Ja je kiedyś nawet zdeklarowałam co do suszonych grzybów i nic to nikogo nie ruszyło. Jajek nie odważyłabym się pakować z innych względów niż regulamin graniczny. No a kiełbasa to wiadomo, zaśmierdziałaby mi walizkę. Po co to komu? Przecież w polonijnych sklepach wędliniarskich są pyszne wędliny. Nie rozumiem miłości do wędlin z Polski, które spędziły kilkadziesiąt może godzin poza lodówką.
-
2009/03/26 02:26:04
ale to w srode za tydzien, tak? Pisanki sa naprawde przepiekne..az mi sie smutno zrobilo, bo Wielkanoc w Stanach to nie to samo, co w Polsce...No ale wracajac do tematu..jesli moj samochod naprawia do srody, to ja bym chetnie po jajka przyjechala (no i ten sekacz mnie strasznie kusi..). Dam ci jeszcze znac.
-
2009/03/26 14:57:01
Sliczne te jajeczka! Podziw dla mamy za talent no i za odwage w przemycaniu jedzenia.

Juz sie nie moge doczekac przyszlego tygodnia. A pozniej przyjdzie sie zabawic w Marte Stewart zeby je ladnie wyeksponowac w domu:)

fajny nosorozec: Rozumiem Cie doskonale. Fakt, ze swieta tutaj to nie to samo - zwlaszcza np. z amerykanska rodzina mojego meza. W pierwsza Wigilie tutaj jedlismy na papierowych talerzach - bylam zalamana. No a pozniej to juz ja przejelam organizacje Wigilii. W pierwsza Wielkanoc tutaj mielismy piknik w parku - tak sobie srednio ze tak powiem - tez na papierowych talerzach. Ale jak ja urzadzilam tradycyjne polskie sniadanie Wielkanocne to rodzinka nie bardzo jadla te gotowane jajka i kielbasy. Wielkanocne sniadania jemy wiec sami lub z polskimi znajomymi:)
-
2009/03/26 17:30:58
No hej. Ja tez podziwiam odwage mamy (pamietasz historie najdrozszej szynki w puszce). Pisanki przepiekne i chetnie bym sie na nie pisala ale zadzwonie do Sylwii to sie ugadamy. Bede miec dla niej ksiazke w poniedzialek wiec moze gdzies sie spotkamy i zagladniemy do Ciebie albo gdzies na "miescie " sie spotkamy.

-
hjuston
2009/03/26 17:43:32
kasia- tydzien po nastepnym. pomylilo mi sie. chodzilo mi o srode i czwartek przed wielkim piatkiem czyli 8go kwietnia. no wlasnie, ja sie zastanawiam czy moj maz bedzie te jajka jadl ;) pewnie zje kawalek przez grzecznosc i to wszystko.

fajny nosorozec- jak wyzyej. w srode 8go. obawiam sie, ze sekacza moze juz nie byc ;)

alicja- mysle, ze z grzybami mialas po prostu szczescie, ze nikt tego nie przeczytal. bo tak naprawde to nikt nawet nie zaglada na te kartki gdzie sie deklaruje co sie wwozi. przynajmniej mi sie jeszcze nie zdarzylo. jesli chodzi o kielbase, to akurat moja mama nie przywozila. nauczylam sie bez niej zyc. ale nie kazdy ma polski sklep pod nosem wiec potrafie sobie wyobrazic, ze niektorzy przywoza (mysle, ze suszone, ktore moga spokojnie lezec bez lodowki, a nie zwyczajne). no i wracajac jeszcze do tych grzybow, to dziwie sie bo u was w kalifornii to nawet skorki od bananow trzeba wyrzucac jak sie wjezdza do stanu.
a w ogole najgorzej to jest w nowej zelandii. tam nawet namioty i buty trzeba skrobac zeby nie wwozic ziemi i innych takich.

radarek- maslowskiej nigdy nie czytalam. slyszalam, ze popularna.

ania2000- a w oregonie tez chyba ludzie zbieraja grzyby. c'nie? tak mi sie kiedys wydawalo.

ania k- zatrzymuja meksykow i innych z ameryki lacinskiej i poludniowej. moja kolezanka jest z kolumbii i zatrzymuja ja zawsze. jak to mowia- random check. zawsze jest random check, pomimo tego, ze ma juz paszport brytyjski. kiedys widzialam jak babcie z meksyku zatrzymali za banany. niosla w reku.


brudzia- mamut wlasnie sie mnie zapytal co to znaczy WTF. moze zacznijmy pisac WWF?

aniabuzuk- jedno jajko z kontrabandy wlasnie do ciebie idzie. (to znacyz jedzie albo leci). w paczuszcze zywnosciowej. miejmy nadzieje, ze dojdzie w calosci, bo inaczej moze byc niezly zbuk.

mama kazala mi jeszcze napisac ,ze na tym zdjeciu to nie wszystkie jajka sa jej. te skrobane to nie jej tylko kupione. one tylko maluje woskiem.


-
anetacuse
2009/03/26 17:47:40
Tez podziwiam mame za odwage, zwlaszcza jesli chodzi o jajka. Ja w lutym wracalam z Polski pierwszy raz przez Chicago i myslalam, ze trupem padne jak malutki pies beagle z TSA wywachiwal ludziom kielbasy w walizkach. Ja mialam pare kisieli i suszone owoce (te byly na droge, ale nie zdazylam zjesc) i mnie nie wywachal. Swoja droga zgadzam sie z Alicja - nie bardzo rozumiem, dlaczego ludziom chce sie wedliny tachac. Z jednej strony komedia z psem, ze boki zrywalam, a z drugiej szkoda bylo mi ludzi, ktorym pies kielbache wywachal.
-
2009/03/26 17:49:45
Hjuston, a czwartek 9-tego tez aktualny? W srode 8-go po poludniu musze sie w sadzie stawic, bo mnie policja zlapala za brak aktualnego przegladu techicznego..no zapomnialam o tej nalepce po prostu..
-
2009/03/26 18:25:18
alicja i aneta: to co ludzie przywoza to jest kwestia tego co kto lubi. Nie powiem - czasem mam ochote na kabanosy. Nie przywoze ich z Polski, ale rozumiem, ze niektorzy nie moga sie powstrzymac i przywoza. Ja akurat nie lubie kisielu no ale skoro lubicie to rozumiem, ze przywozicie.
Wlasnie przed chwila znalazlam na jakies stronie .gov, ze suszone grzyby mozna tu przywozic - pod warunkiem, ze sa bez ziemi, robakow itd. :)
Istnieje tez niebezpieczenstwo, ze czlowiek natnie sie na granicy na "ciecia" jak np. zdarzylo sie hjuston w Londynie i wtedy nawet jesli sie ma racje, to z cieciem sie nie wygra.
No to smacznego wszystkim:)
-
Gość: , *.dsl.hstntx.swbell.net
2009/03/26 20:09:46
Ja jajeczka bardzo chętnie przygarnę, mój dziwak ich nie zje (z wiadomych powodów), ale się nie zmarnują na pewno.
Nosorożec, ty kryminalistko;)
W kwestii przemytu - moja mama przywiozła mi kiedyś na Bliski Wschód drożdżówki z makiem... Myślałam, że dostanę zawału serca...
-
Gość: joannazhouston, *.dsl.hstntx.swbell.net
2009/03/26 20:10:33
To poprzednie pisałam ja, joannazhouston:)
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/03/26 20:21:10
Do Kalifornii nie można wwozić świeżych owoców anu warzyw anu mięcha. Suszone to wszystko można, i grzyby i owoce i przyprawy (czyli nasiona czasem) z najbardziej egzotycznych miejsc. Z rożnych dalekich wypraw przywlokłam suszone, czy też raczej kandyzowane papaje i inne takie owocki. I znając siebie, to pewnie je jakoś tak zdeklarowałam, jako "preserved fruit" czy "candied fruit". Nigdy nie wwożę świeżych owoców. Jednak swoją drogą to zdaje się przynajmniej część tych przeglądów rolniczych zamknięto. Czasem podróżuję samochodem z CO do CA i na przykład na granicy z Nevadą nie ma tego przystanku "California Agriculture". Może nie ma pieniędzy, bo kiedyś był. W każdym bądź razie, możesz wjeżdżać nie tylko ze skórką od banana, Houston, ale i nawet z bananem. Nikt nikogo o nic nie pyta.
Te przeglądy i tak nie miały sensu. A kabanosy i polskie wędlinki pewnie można kupić online ( z Chicago np.?) jak ktoś nie ma polskiego sklepu pod nosem.
A co to są te pasztety białostockie? Czy to jest w puszce i czy tego niby nie można wwieźć?
Pozdrowienia.
-
2009/03/26 22:29:45
Rozumiem zakaz przewozu owocow, roslin, zwierzat itp, ale co komu przeszkadza taka kielbasa? Ani nie ma w niej robakow, ani zadnej choroby zakaznej i wiadomo, ze nikt nie wozi na sprzedaz tylko dla wlasnego urzytku. Czepiaja sie biednych ludzi a nikt na pewno nie sprawdza tych kontenerow z owocami. Chociaz wiem, ze do naszego polskiego sklepu przyjezdzaja ludzie z Detroit, wiec chyba miedzy Kanada a Stanami sa inne reguly.
Jeszcze jedna rzecz, ktorej nie mozna przewozic to spirytus, ciekawe czy mozna jak sie plynie statkiem?
-
Gość: joannazhouston, *.dsl.hstntx.swbell.net
2009/03/27 01:04:05
Brudzia - spirytusu nie można przewozić samolotem po prostu - "dangerous good" (zbyt łatwopalny). Ta wiedza nie przeszkodziła mi szmuglować spirytusu z Polski (żeby uprzedzić komentarze - tam, dokąd go szmuglowałam, nie można było spirytusu kupić;).
-
hjuston
2009/03/27 02:07:32
aneta- uwielbiam te psy beagle. tak mu slodko z mordy patrzy, a tak cie moze za przeproszeniem udu...c.

nosorozec- a po sadzie? przyjezdzasz do nas? my tez ostatnio jezdzilismy kilka miesiecy bez naklejki. na szczescie nikt nas nie zlapal tak jakos zapomielismy. franek sie urodzil i wazniejsze mielismy sprawy na glowie niz jakies tam naklejki. w czwartek mozesz, ale uprzedzam ze przylatuje moja siorka i moze byc zamieszanie. obawiam sie, ze sekaczy moze juz nie byc. koncze wlasnie drugiego. jest jeszcze trzeci ale moja mama chce go trzymac do swiat (ten sie akurat nie polamal).
no i w kwestii auta- zepsul ci sie nowy samochod?

joanna- moja mama tez chciala wiezc mak na makowiec ;) ale powiedzialam, ze u nas jest.

alicja- to pewnie przez ciebie i te twoje egzotyczne nasiona u was te pszczoly gina ;)
jesli chodzi o te stacje to widzialam wlasnie takie opustoszale na granicy z nevada (okolice dennego reno). j
esli chodzi o pasztety bialostockie to sa to po prostu normalne pasztety, ale ze jadlam je dosc czesto jak jezdzilam na wakacje do babci na suwalszczyzne, to mam do nich pewna slabosc. pewnie nie beda mi smakowaly tak jak kiedys, ale chetnie sprawdze.

kasia24- jesli chodzi o kisiel to moja mama tez mi przywiozla. w sumie nei wiem dlaczego, bo nie przepadam, ale jak juz jest to chetnie zjem.




-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/03/27 02:45:38
Hmmm ja ostatnio czytałam, że te pszczoły to wcale nie giną, tylko, że źle były zrobione badania. No i we własnym zakresie: jak mi tu kwitły drzewka morelowe, to podeszlam blisko, żeby powąchać kwiaty i przyjrzeć im się z bliska. I co? Była normalnie MASA pszczół. Nie pamiętam gdzie to czytałam o tych błędnych badaniach, ale to było coś w mainstream media.
Ja chyba takiego pasztetu nie jadłam, ale chętnie bym spróbowała. A co do nasion, to jak wiesz, bardzo wiele z przypraw to są nasiona i to z egzotycznych krajów. Taki pieprz na przykład. Nie ma problemu najmniejszego z wwiezieniem, nawet jak się zadeklaruje. Wiadomo, że zawsze może trafić się jakiś ciemny człowiek na granicy, to ale ciemny człowiek to się zawsze wszędzie może trafić. Przecież wielu lekarzy znalazło się w ostatniej (najgorszej) dziesiątce studentów. Czy dwudziestce. A mamine pisanki śliczne.
-
jestesmyglodni
2009/03/27 02:48:50
podeslij link o tych pszczolach jak znajdziesz, bo ja nigdzie o tym ie czytalam o temat tych ginacych pszczol jest bardzo interesujacy.
-
atsanik
2009/03/27 03:31:18
mama ma talent! mi sie to z krolikiem podoba. a co do Talkow to tez lubie, jeszcze z czasow gazety wyborczej, a te ksiazki to te o posiadaniu dzieci?
-
2009/03/27 03:35:10
A co wy macie z tym kisielem? Przeciez w polskich sklepach jest go na peczki (nawet poziomkowy, bardzo smakowy).
-
2009/03/27 03:47:25
I tu jeszcze link:
http://help.cbp.gov/cgi-bin/customs.cfg/php/enduser/std_adp.php?p_faqid=82&p_created=1043364936&p_sid=88uAYNtj&p_accessibility=0&p_redirect=&p_lva=&p_sp=cF9zcmNoPTEmcF9zb3J0X2J5PSZwX2dyaWRzb3J0PSZwX3Jvd19jbnQ9MjAsMjAmcF9wcm9kcz0wJnBfY2F0cz0wJnBfcHY9JnBfY3Y9JnBfc2VhcmNoX3R5cGU9YW5zd2Vycy5zZWFyY2hfbmwmcF9wYWdlPTEmcF9zZWFyY2hfdGV4dD1tZWF0&p_li=&p_topview=1
Teraz juz wszystko powinno byc jasne, ze oni sami na tej granicy nawet niczego nie sa pewni, hehe.
-
2009/03/27 03:53:38

ja bym poszla do takiego sklepu po barszczyk i zurek. Hjuston, grzyby w oregonie sa, dwa lata temu zebralam tak wielkie jakby byly nie przymierzajac po wybuchu w czarnobylu, natomiast w zeszlym roku - nic. A poza tym cale hordy ruskich szalely po lasach - trzeba bylo z nimi wspolzawodniczyc, co mi sie bardzo slabo udawalo.
-
2009/03/27 15:32:11
Z innej beczki- moja mama kiedys wysylala mi ( x-lat temu) jakies nasiona poczta i powiedzieli ze musi napisac po angielsku w deklaracji celnej co wysyla. Nie znajac angielskiego poprosila o slownik i po pol godziny studiowania go z jedna z urzedniczek napisala--SPERM of NASTURCIUM. Do tej pory trzymam ten kwitek i smieje sie za kazdym razem jak go widze.:)
-
Gość: Sylwia Albertsson, 72.54.180.*
2009/03/27 17:35:43
Czesc Sylwus!!!
Daj tylko znac kiedy moge podjechac po jajka.Mam juz pstrokaty koszyczek :)
Doloze kielbaske i swieconka gotowa.
W tym roku bedzie tradycyjnie!!! troche chyba mi tradycji rodzinnych tu brakuje.
Jaja 3 mi wystarcza:) Nasza rodzinka jak narazie malutka,nie liczac kotkow.Bo one jajek nie jedza:)
milego weekendu.
Ucaluj mame:)
-
Gość: Sylwia Albertsson, 72.54.180.*
2009/03/27 17:38:14
To ja jeszcze raz.
Dwa jajka bedzie super!!!
Chyba mi ta informacja umknela:)
-
2009/03/27 18:17:37
Sylwia A.- jak bedziesz jechac to daj znac -zabiore sie z Toba bedzie razniej.
-
anetacuse
2009/03/27 18:48:03
kazka-0: SPERM of NASTURCIUM! - umarlam ze smiechu!
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/03/28 00:30:45
Houston, z tymi pszczołami jet tak: usłyszałam to w radiowych wiadomościach renomowanej stacji radiowej w SF. Żadne tam alternatywne media. Było to jakieś 2-3 tygodnie temu. Od tego czasu szukam tego w Internecie, ale jeszcze nie znalazłam. Z tego co pamiętam, to stwierdzono, że obecne wymieranie pszczół jest na takim samym poziomie jak kiedyś (jak zawsze) i że te porównania zostały wcześniej źle dokonane. Już nie jeden ran tak było, że ta stacja była pierwsza, która o czymś tam doniosła, a dopiero potem to się wszędzie pokazało, i w prasie i w innych mediach. Nie pamiętam skąd te badania były, ale coś mi się wydaje, że z Europy. No a u mnie pszczół normalnie masa, jak co roku. Mogłabym sobie ul założyć. Albo dwa.
-
Gość: joannazhouston, *.dsl.hstntx.swbell.net
2009/03/28 03:27:50
Cienko szukałaś Alicjo, jak nic nie znalazłaś.
Wrzuć w googla "honey bees disappearing".
Nie wszystkie pszczoły to pszczoły miodne.
-
Gość: joannazhouston, *.dsl.hstntx.swbell.net
2009/03/28 03:31:21
National Geographic: news.nationalgeographic.com/news/2007/02/070223-bees_2.html
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/03/28 06:11:10
Joanno z Houston, podesłany przez Ciebie link dotyczy artykułu, który NG opublikował w roku 2007. Mój komentarz dotyczy innej sprawy. Pozwolę sobie zasugerować, abyś przejrzała komentarze do wpisu Houston o jajkach, a wtedy zorientujesz się, że ja szukałam czegoś co usłyszałam wspomniane w wiadomościach radiowych bardzo niedawno. Też o pszczołach, też o ginięciu (lub nie). Tutaj chodzi faktycznie o dzwonienie, tylko w innym kościele. Pozdrawiam słodko.
-
Gość: joannazhouston, *.dsl.hstntx.swbell.net
2009/03/28 15:52:26
Słodziutka Alicjo, przeczytałam komentarze (po raz kolejny) i teraz rozumiem, że w jakimś radio ktoś mówił, że jakieś badania dotyczące jakiś pszczół, o ginięciu (lub nie) były źle przeprowadzone (lub nie).
Hm, to niemal jak radio Erewań...
-
Gość: De Bill, 74.63.75.*
2009/03/28 18:00:10
Zaraz sie zacznie o ile .... juz sie nie zaczelo :)
-
2009/03/30 22:12:48
Pisanki śliczne. Pasztet białostocki tez mnie zainteresował. Mimo że tamte strony nie są mi obce, żaden pasztet mi sie z nimi nie kojarzy, ale kiedy tam pojadę, to się rozejrzę, bo też bardzo lubię pasztety.
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston