środa, 25 listopada 2009
Dla tych, którzy nie mają jeszcze pomysłu na Święto Dziękczynienia proponuję przepis zaczerpnięty z Wired. Co prawda nie będzie to deep fried turkey, ale też równie niezdrowe. Wszystkie składniki można z pewnością zakupić w pobliskich restauracjach typu fast food.
Udka indyka można uzyskać z corn dogów. Corn doga należy trochę podpiec za pomocą ręcznego palnika gazowego. Następnie obskubujemy trochę 'mięsa' z dołu i zlepiamy tak, aby corn dog przypominał udko.
Mash potatoes można zrobić w kilka sekund. Wystarczy kupić frytki w Makusiu, dodać wodę (100 ml na porcję frytek*) i zmiksować.
Aby uzyskać sos żurawinowy gotujemy sok z żurawin przez 10 minut aż zrobi się z niego syrop. W celu uzyskania pożądanej konsystencji należy dodać dżem truskawkowy z pączków (jeden pączek na kubek soku).
Aby zrobić wrażenie na zaproszonych gościach, stawiamy na   prezentację. Wyciągamy w tym celu najpiękniejsze talerze, przystrajamy pickle relish (btw - czy ktoś wie jak się tłumaczy relish?) i gotowe.
Poniżej ilustracja - także z Wired.





Jeśli chodzi o nasze Święto Dziękczynienia to w tym roku nie będziemy robić deep fried turkey pomimo tego, że uważam iż byłaby to fantastyczna atrakcja dla naszych gości. Tak jakoś wyszło, że nie zebraliśmy się i do tej pory nie kupiliśmy 'frajera' hehe, więc będziemy piekli w piekarniku. Na święto przylecieli teściowie ze szwagierką i kilkoma butelkami ginu, które to opróżniamy każdego wieczoru.  Przyjdą także znajomi.
Wypadałoby za coś podziękować więc może w tym roku powiem tak: thanks for stopping by i ten tego.



*- niestety przepis nie podaje czy chodzi o frytki duże, małe czy też super size.
wtorek, 24 listopada 2009
Kilka zdjęć z niedzielnego wypadu do downtown gdzie miał miejsce festiwal podczas, którego lokalni artyści malowali kredą na asfalcie. Dochód z imprezy przeznaczony był na The Center for Hearing and Speech - jedyne miejsce w Houston gdzie uczy się głuche dzieci komunikowania się bez używanie języka migowego (TU można zobaczyć wideo o centrum, ale ostrzegam, że można się wzruszyć).















A ten gościu widoczny jest na wszystkich hjustońskich imprezach, a także na swoim skuterku w okolicach Montrose



I mój faworyt



A na zakończenie, a propos nie na temat, zdjęcie Franka, któremu włosy rosną jak na drożdżach


środa, 18 listopada 2009
Jak już gdzieś kiedyś pisałam jestem fanką woskowania wszystkiego i wszędzie. Brwi także miałam regulowane woskiem i zawsze bardzo sobie tą metodę chwaliłam. Oczywiście nie robiłam tego sama, bo mam do tego dwie lewe ręce- chodziłam albo do Wietnamek, albo do innego zakładu. No ale myślę, że moja przygoda z woskiem i brwiami niedługo się zakończy... 'Odkryłam' bowiem depilację nitką. Odkryłam, chociaż metoda ta jest już ponoć znana od 800 lat. Niezły refleks...
Metodę tą poleciła mi szwagierka. Podobno w Anglii woskowanie brwi nie jest tak bardzo popularne jak threading właśnie. Szwagierka twierdzi, że chodziła przez jakieś 2 lata i teraz chodzi kilka razy w roku. No więc znalazłam miejsce w Houston gdzie mogę sobie to zrobić i spróbowałam. Oczywiście kobieta, która się tym zajmuje twierdzi, że woskowanie jest be bo od tego robią się zmarszczki wokół oczu. A od usuwania brwi pensetą ma się pryszcze czy coś w tym stylu. Coś musiała powiedzieć aby zareklamować swój serwis, nie wiem czy to prawda.
Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem całej tej techniki i końcowego efektu. Threading można sobie zafundować między innymi w The Upper Hand.

Poza tym jestem znowu chora. Nie wiem, który to już raz w tym roku. Nie liczę już. Mówię wam ludzie, jeśli chcecie mieć dzieci to liczcie się z tym, że będziecie chorować. Franek poszedł na imprezę urodzinową i coś tam załapał. A my od niego.
Osobiście, twierdzę że świńską grypę już miałam jak byłam w Norwegii (sama sobie zdiagnozowałam), więc nie sądzę żebym teraz była chorą na świńską. Być może zeszłej nocy miałam jakąś tam gorączkę, bo złapały mnie niezłe dreszcze, ale z drugiej strony było dość zimno w nocy, więc może po prostu było mi zimno. 
Mam  już dość tego chorowania, ale nie wiem co robić. Piję ten wyciąg z bzu, a także codziennie robie całej rodzinie soczki z jarmużem, cytryną i innymi owocami i warzywami. I nic. Teraz chyba zacznę jeść czosnek, co zmniejszy moją atrakcyjność fizyczno - towarzyską, chociaż z drugiej strony mam teraz fajnie zrobione brwi i  jak ktoś będzie mi się patrzył głęboko w oczy to może nie poczuje tego czosnku.
piątek, 06 listopada 2009
Wczoraj obejrzałam film pt: Noise, czyli po polsku Hałas. Może już widzieliście bo film jest nie pierwszej młodości. Film opowiada o facecie, który w Nowym Jorku (po angielsku New York hehe) wypowiada wojnę wyjącym alarmom samochodowym, a właściwie ich właścicielom. Świetny film. Polecam.
Na szczeście mnie aż tak bardzo wyjące alarmy nie denerwują, ale może to tylko dlatego, że nie mieszkam przy parkingu. W poprzednim mieszkaniu mieliśmy starszne problemy z hałasem, bo mieszkaliśmy obok baru, do którego każdej nocy przyjeżdżała policja na sygnale. Było słychać policję i wrzeszczących pijaków. Teraz jedyny hałas, który słyszymy to płacz Franka no i pociąg. Nie chodzi o pociągowe dudnienie tylko, o trąbienie. Nie wiem dlaczego, ale pociągi w Houston strasznie trąbią i nieźle się ten hałas niesie. Szczególnie gdy przychodzi jesień i robi się trochę chłodniej (czyli około 25C) i nie używamy już tak często klimatyzacji.
To by było na tyle. Film jest oczywiście na Netflixie.

środa, 04 listopada 2009
Ostatnio czytałam gdzieś o tym jak dużo miasto zaoszczędziło na wymianie świateł na skrzyżowaniach z normalnych na takie z didami LED. Niestety nie pamiętam dokładnie tej sumy, ale mówimy tu o milionach dolarów. Podobno cała inwestycja ma się zwrócić już w 5 lat.
No ale co ma pierkni do burrito? Otóż mój ulubiony fast food (który BTW nie jest już własnością McDonald'sa) Chipotle instaluje baterie słoneczne w 75 lokalach w Texasie. Cóż za piękna inicjatywa.  Aż chyba pójdę kupić sobie burrito bol to go i w jakiś tam sposób dołoże się do tych paneli.
Ale chwileczkę... Okazuje się, że żaden z lokali w Houston paneli nie dostanie. Podobno u nas się nie opłaca, bo u nas nie ma rabatów. Czyli jak zwykle, niby chodzi o niedźwiedzie polarne, ale tak naprawdę chodzi tylko o forsę.
Wypadałoby jakoś skomentować wczorajsze wyniki wyborów na burmistrza, no ale w sumie nie wiele mam do powiedzenia. Nie głosowałam. Chyba z lenistwa, bo w sumie nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. ALE mój głos chyba nie zmieniły historii, bo głosowałabym pewnie jak większość mniejszości albo na panią lesbijkę, albo na pana Afroamerykanina, ale chyba bardziej na tą panią.
Tak czy siak uważam, że poprzedniego burmistrza ciężko będzie zastąpić. Miejmy jednak nadzieję, że dotrze on w końcu do Waszyngtonu i Texas znowu będzie niebieski. Amen.
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston