wtorek, 30 grudnia 2008
Co mają dobrego w tej Anglii oprócz chleba i francuskiego wina? Fotografów mają dobrych. Znacie Carla Warnera?
Wszystko zrobione jest z jedzenia. Ocean z łososia, góry z chleba, stalaktyty z marchewek, choinki z szynki itd. 










Zdjęcia z BBC, a więcej czyli chatki z czosnku, rafę z czerwonej kapusty, domki z sera, daszki z papryki, snopki z kokosów, morze z ryb można zobaczyć TU.
Idę coś zjeść.


21:04, hjuston , art
Link Komentarze (11) »
Dziś wybraliśmy się do Southampton po samochód. Nie będę opisywała tego porażkowego przedsięwzięcia, bo normalnie szkoda słów. Napiszę tylko, że jutrzejszy dzień zaczynam od wykłócania się o forsę i że hertz.co.uk     S U C K S. I że kiepski mają customer service w tej Anglii. Oj kiepski.
Przyzwyczaiłam się już do tego, że w Ameryce na Customer Service raczej nie ma co narzekać. Owszem, bardzo często zdarza się, że jest się obsługiwanym przez jakiegoś kretyna, albo 10 osób i żadna nie wie jak rozwiązać dany problem. Ale generalnie, jeśli człowiek żyje według zasady: proszę mi podać swój identification number, podać imię i nazwisko i połączyć z menadżerem to szybko można rozwiązać wiele problemów i jeszcze zyskać coś na przyszłość. Np. darmowy nocleg w hotelu lub inne duperele. Nie wspominam nawet o sklepach, w których też zawsze bez problemu można coś wymienić, oddać itd. Pewnie dlatego właśnie amerykańska gospodarka upadła hehe.
Otóż oczekiwanie podobnego Customer Service w Anglii jest równoważne z chorobą psychiczną oczekującego. Czyli moją. Chodziło generalnie, o to, że z powodu 'temporary error' na ww stronie hertz.co.uk ( dla przypomnienia dodam, że ta strona S U C K S) zrobiły nam się dwie rezerwacje. Z tym, że ta pierwsza, która jak mi się wydawało nie przeszła, była o XXX funciaków droższa. Rożnica, to głównie CDW, które to niby można pominąć jak się ma amerykańską visę (nie chce mi się rozpisywać dlaczego- większość pewnie i tak wie). W każdym bądź razie walczę o zwrot tych XXX funciaków, ale jak już wspomniałam nie jest lekko. Jeden pan w Customer Sercie powiedział, że to nie jego problem. Druga pani, że już wychodzi i że pracuje tylko do 18-ej i żebym zadzwoniła rano. A trzeci pan zaczął stękać i zaczął mnie łączyć z panią, która nie wiedziała jak mi pomóc. Prośba o supervisora nie pomogła, bo supervisor sam nie wiedział co zrobić. Rozwiązanie na zwrot nadpłaty bez wracania się do Southampton wymyśliłam sama. Uważam, że jest genialne, ale wątpię czy zadziała. Jutro się dowiem. 
Dochodzę tu do sedna sprawy, a mianowicie do postanowień noworocznych. Macie już jakieś? Ja dzisiaj postanowiłam, że zacznę zmieniać swiat. Na małą skalę. Postanowiłam, że w 2009 roku zacznę walczyć ze złym Customer Service. Raz na miesiąc (bo na częściej nie mam czasu) napiszę list ze skargą do szefostwa, albo do instytucji. Pierwsza na liście jest Baylor Clinic w Houston. Napiszę do nich ze skargą, że nie sugerują nowym mamom badań krwi, o które ostatnio musiałam się prosić, a które to wykryły parę przypadłości. Ale żeby nie było, że minusy przysłonią mi plusy i że się tylko burzę, w liście ze skargą musi być także pochwała dla innego pracownika. Jeśli się nie uda takowego znaleźć, to należy znaleźć inne miejsce gdzie kogoś można za coś pochwalić (na przykład restaurację albo sklep, a może nawet kogoś kto pracuje dla hertz.co.uk). Wiem, że to działa bo pamiętam, że kiedyś gdy pracowałam jako kelnerka i ktoś specjalnie zadzwonił do mojego szefa, aby mnie pochwalić było mi bardzo miło i zaczęłam się bardziej starać. 
Pewnie moja akcja zakończy się jak wszystkie inne postanowienia, czyli w lutym, ale przynajmniej spróbuję. Co polecam i wam.

Poza tym szaro jest w tej Anglii. Szybko robi się ciemno i straszne chamstwo tu panuje. No ale żeby minusy nie przysłoniły mi plusów to napiszę, że mają rewelacyjny chleb i dobre, francuskie wina, które to właśnie skończyłam sączyć.

ps- w normalnych okolicznościach przyrody (czyli podczas podróży służbowych, których już nie odbywam) korzystam z usług avisa. To tak dla jasności. 
piątek, 26 grudnia 2008
Okazjuje się, że recesja dotknęła także houstońskie kościoły. Ludzie nie dają na ofiarę, bo nie mają. Kościoły, które nabrały pożyczek mają problemy z ich spłacaniem. Nie ma 'zmiłuj się', jeśli chodzi o spłacanie długów.  Być może już nie długo tablica z napisem: church for closure - nie będzie czymś nadzwyczajnym. Jakkolwiek to nie zabrzmi, będą zwolnienia ... Co prawda nie dotyczy to kościołów katolickich, ale jak wiadomo Bóg jest jeden, więc tylko czekać na naszą kolej. 
czwartek, 25 grudnia 2008
Dowodem na to, że siedzi się w Houston zbyt długo jest to, że krakanie europejskiej wrony brzmi egzotycznie. 


piątek, 19 grudnia 2008
It is 75 degrees and sunny in Houston today.
czwartek, 18 grudnia 2008
Prezenty, prezenty, prezenty ...
W tym roku robimy wszystkim kalendarze. Mąż dostanie wymarzony filtr do aparatu, a ja niespodziankę. Dostanę też zestaw czapka, szalik i rękawiczki firmy SmartWool, które sama sobie kupiłam w REI. Był niezły deal. Za $20, wełniany zestawik będzie jak znalazł na zimne spacery nad morze. Miałam kiedyś kolegęw ogólniaku, który cały czas powtarzał, że lubi rzeczy tanie, które wyglądają na drogie. Myślę, że ten komplecik pewnie by mu się spodobał.
Ale nie o tym miało być. Miało być o mężczyznach kupujących swoim kobietom bieliznę. Zdarzyło wam się dostać kiedyś jakieś niewypały? Mi w sumie zdarzyło się dostać takie niewypały od samej siebie. Leżą później w szufladzie i błagalnie piszczą aby je założyć. 
Jeśli zdarzyło wam się dostać za duże gacie albo stanik, to polecam podsunąć mężom i kochankom TEN oto filmik*.


* - można oglądać w pracy
środa, 17 grudnia 2008
Okazuje się, iż pomimo tego że mamy w Houston masę restauracji, w których podają podłe i tuczące jedzenie, są tu także miejsca gdzie podają zdrową żywność. I nie chodzi mi o Whole Foods czy też The Hobbit Cafe. Taki miejscem jest ponoć nasze wspaniałe lotnisko. 
IAH zajęło 4 miejsce wśród lotnisk z największą ilością restauracji ze zdrową żywnością. Ucieszyłam się jak przeczytałam ten akapit. Pomyślałam, że dawno już nie byłam na lotnisku i może coś się zmieniło. Niestety, okazuje się że punkty dostaje się już wtedy gdy restauracja serwuje conajmniej jedno danie z kategorii low-fat, cholesterol-free lub vegetarian. Co za bzdura? Po co w ogóle robi się takie badania?

Dodam, że pierwsze miejsce w tej idiotycznej ankiecie zajęło Dallas FW, drugie Detroit (WTF?), a trzecie- znane i lubiane Chicago.
Burmistrz Bill White ogłosił dzisiaj, że będzie się ubiegał o stołek w senacie. Trochę szkoda, bo moim zdaniem niezły jest z niego herbatnik i dobry burmistrz. 
Jak widać Bill White zaczyna swoją kampanię w stylu Obamy. Założył sobie nawet konto na Facebooku. Może dodam go do znajomych bo w końcu byliśmy razem na hibachi.
niedziela, 14 grudnia 2008
Cocina zaprosiła do kredensowego ekshibicjonizmu. Skoro pokazywałam już swoją lodówkę, wydaje mi się że nie wypada mi nie pokazać zawartości kredensu. Jest w nim masa różnych przypraw, ale nie chce mi się za bardzo robić zbliżeń, bo w sumie nie wiem którym przyprawom powinnam dać pierwszeństwo.
Sezamie otwórz się:
W drzwiczkach przyprawy, a na półkach od góry:
  • - słodycze (na pierwszym planie hałwa i delicje ze sklepu Phoenicia (hjustończycy wiedzą co to za sklep)
  • na drugiej półce (zbliżenie na drugim zdjęciu) w koszyku przyprawy w torebkach (typu majeranek z Polski),
  • na trzeciej półce herbatki, kawa Inka, chrupki i suszone owoce,
  • na czwartej mąki, cukry i inne produkty do pieczenia, (tak- zgadza się niektóre rzeczy trzymam w pudełkach po butach i wcale się tego nie wstydzę),
  • a na podłodze na plastikowym mebelku kasze, ryże i makarony












Mamy jeszcze drugą norę, w której trzymamy alkohole (większość mamy już ze 3 lata- jakoś kiepsko nam schodzą), termosy, puszki, leki (w pudełkach po butach) i emergency prowiant jakby był na przykład hragan i nie było co jeść.




Dodam jeszcze, że jeśli chodzi o przechowywanie przypraw, to moim łatwym do spełnienia marzeniem jest taki oto gadżet z Dean & Deluca. (Lub jego tańszy odpowiednik, który trochę trzeba udoskonalić).




Zapraszam innych do ekshibicjonizmu, ale tym razem nie liczę już ani na Anię, ani na drugą Anię.

piątek, 12 grudnia 2008
Byłam dzisiaj w Texas Orthopedic. Muszę przyznać, że wizyta w tym szpitalu jest wystarczającą motywacją do tego, aby starać się jeździć bardzo ostrożnie żeby czasem nie mieć wypadku. 
wtorek, 09 grudnia 2008
Kolejnym znakiem recesji jest fakt, że nawet bogate firmy zaczynają skąpić. U męża w pracy, w zeszłym roku każdy pracownik dostał bon na $50 do (no comments- sorry vegetarians) The HoneyBaked Ham. W tym roku, bon był już tylko na $40. 
piątek, 05 grudnia 2008
Nie wyngiel, a śnieg. Poprzewracało nam się w ... od tego dobrobytu, oj poprzewracało. 
Matyldazhouston dała mi cynk, na wydarzenie warte nie przeoczenia. Otóż- w sobotę w Houston na 100% będzie śnieg.  Ale nie że spadnie. Przywozą go. Dokładnie 36 ton. I dokładnie do muzeum. A dokładnie do HMNS (piszę dokładnie, abyście nie marnowali czasu na szukanie i żeby czasem ten śnieg wam nie stopniał). Niestety, nie każdy będzie mógł doświadczeć luksusu taplania się w śniegu i robienia orła (lub jak to mówią w Anglii - no comments - Snow Angel). Luksus ten przeznaczony jest tylko dla dzieci do lat 10. Ale jeśli ma się dziecko w przedziale wiekowym od 0 do 1, które jest jeszcze na przykład w wózku, to można się wepchać natak zwany  krzywy ryj.

Uwaga- Children throwing snowballs at other people will be asked to leave the snow area.
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston