wtorek, 31 marca 2009
W związku z tym, że na razie nie mam za bardzo czasu na dłuższe wywody wklejam kilka zdjęć. Zdjęcia, przerobionym na tę okazję aparatem zrobił mąż.

Widok na downtown z okolic Allen Parkway



Okolice Montrose i naszej starej ulicy




Japanese Garden- Hermann Park



Hermann Park z widokiem na kawalerską kanciapę męża



I jeszcze raz Allen Parkway z Trail Riders




środa, 25 marca 2009
W tym roku oprócz sękaczy, moich ulubionych pasztetów białostockich, Grześków, suszonych jabłek i grzybów, 3 dżemików domowej roboty, litewskiego miodu pitnego i śliwek w czekoladzie, mama przywiozła (a właściwie przewiozła przez granicę) jajka. Tak proszę państwa- jajka na twardo. 8 pisanek i 4 wydmuszki plus wydmuszka z jajka strusiego. Nic się nie zniszczyło (oprócz tych sękaczy, które się pokruszyły i jemy teraz takie sęki okruchy)- jajka są całe. 
No więc teraz w kwestii organizacyjnej- jajka malujemy w środę. Jeśli ktoś chce (generalnie jest to wiadomość do Sylwii A., Kazki, Joanny i Nosorożca) to może je odebrać w środę, albo w czwartek. Dajcie znać czy chcecie.

Po drugie generalnie, moja mama ma niezłe możliwości. Kiedyś pomalowała 200 jajek w szkole, ale teraz trochę jej już się nie chce i powiedziała, że pomaluje po 2 na rodzinę. No chyba, że ktoś koniecznie chce więcej to dajcie znać. 

Pisanki mojej mamy wyglądają mniej więcej tak:





Pisałam kiedyś o nich TU.

Mama przywiozła mi także felietony Talki (2 książki). Talków bardzo lubię. Dawno się aż tak bardzo nie śmiałam ...
wtorek, 24 marca 2009
Zastanawiałam się ostatnio co musi się wydarzyć aby nastąpił koniec Ameryki. Parę dni temu odpowiedź była oczywista- koniec Ameryki nastąpi wtedy kiedy emigrantom przestanie się opłacać tu przyjeżdżać. (I nie chodzi mi tu tylko i wyłącznie o Polaków). Po przeczytanie TEJ wiadości myślę, że koniec Ameryki jest bliższy niż się nam wydaje. Chodzi o Snack Wrap Mac, czyli o hamburgera zawiniętego w tortillę (bez bułki). 
McDonald's testuje ten wspaniały przysmak w Kanadzie i u nas w Houston. Podobno customer feedback był extremely positive. Kto wie, może dzięki mieszkańcom Houston ten 'pysznie' wyglądający przysmak zawita do Makusia na stałe. 
Ostanio w Makusiu byłam jakieś 6 lat temu i narazie się nie wybieram, ale przyznam że ten 'diabelski przysmak' bardzo mnie ciekawi.
Jadł to ktoś może? 




poniedziałek, 23 marca 2009
W wiadomościach można dzisiaj przeczytać o tym, że nasz teksański Lance uległ wypadkowi i złamał obojczyk. Dla tych, którzy nie wiedzą- Lance jest nie tylko historią Tour de France, ale przede wszystkim- symbolem powrotu do sportu po walce z rakiem. 
Tych, których Lance nie interesuje jako sportowiec, może zainteresuje jako były narzeczony Sheryl Crow (och, jak ja ją lubię). 

My tu w Teksasie oczywiście życzymy Lancowi szybkiego powrotu do zdrowia, a w między czasie zapraszam do obejrzenia jednego z rowerów Lance'a - NY Taxi.
Fajny, c'nie? 








Zdjęcia - mpmcgaughey
czwartek, 19 marca 2009
Ciężko ostatnio o optymistyczne wiadomości. Na naszym Houston Chronicle właściwie w ogóle takowych nie ma. Dlatego też bardzo ucieszyła mnie, a wręcz powaliła, TA wiadomość. Czy gdy my mieliśmy po 17 lat nasi rówieśnicy robili podobne rzeczy? Nie robili (tzn. może robili ale im nie wyszło). Jest to dla mnie dowód na to jak bardzo przez te 10 lat się wszystko posunęło do przodu. Żeby 17 latki robiły zdjęcia stratosfery? I to z takim rezultatem? (Podobno parę osób też próbowało coś takiego zrobić, ale nie udało im się uzyskać tak dobrych zdjęć). 

Niesamowite. (Niesamowite i mam nadzieję, że prawdziwe). Zastanawia mnie czym za 17 lat będą zajmować się rówieśnicy Franka, a może i on sam? 
Zdjęcia zrobione przez chłopaków można zobaczyć TU.


sobota, 14 marca 2009
Dzisiaj na lunch- Tastes of Chicago- famous deep dish sausage pizza prosto z Chicago- sponsored by Pani i Pan Windy City



Szkoda, że Panią Windy City BBQ doprowadza do mdłości, bo moglibyśmy się zrewanżować BBQ z mojej ulubionej restauracji ze stolicy Teksasu - The County Line.

A jakie 'signature dishes' wysyła się z waszych stanów?
piątek, 13 marca 2009
Zaczęła się przerwa wiosenna znana jak można się domyślać jako Spring Break. Ania K jakiś czas temu pisała u siebie na blogu o tym jak to ją ostatnio zszokowała liberalna i wyzwolona Europa, bo na lotnisku w Monachium jest ponoć Seks Szop, w którym sprzedają gadżety cytuję 'końskich rozmiarów' i ją to poraziło w oczy.
No i tak się zastanawiałam nad tym czy ta Ameryka rzeczywiście jest aż taka pruderyjna? Owszem, na basenach i kempingach prysznice zasłonięte są podwójną kotarą i starsze Amerykanki nie pokazują zbyt wiele ciała. NO ALE- młode Amerykanki są moim zdaniem mistrzyniami pokazywania tego i owego i temat seksu jest im raczej nie obcy. Ciekawe, że na starość im się tak bardzo zmienia ...
Taka na przykład Spring Break. Czy w Europie jest gdzieś podobna tradycja? Czy jeździ się na Spring Break z nadzieją, że jakaś pijana do nieprzytomności dziewczyna pokaże wszystkim co ma pod koszulką i nawet 'pozwoli' nagrać się na video?  Generalnie jak się jedzie na Spring Break do South Padre na przykład, to wiadomo po co się jedzie. Oczywiście nie wszyscy jeżdżą na takie imprezy. Kujony ponoć zostają w domu. (Zostają i dzięki temu nie mają aż tyle długów).
Byłam kiedyś w South Padre na Branch Managers Meeting. Pracowałam w firmie, w której mężczyźni stanowili większość więc zadecydowali, że na warsztaty pojedziemy właśnie tam. Nie pozwolono im właśnie ze względu na Spring Break. Podobno wyjazd w to miejsce i w tym okresie mógł zakończyć się niejedną sprzeczką małżeńską. Widać więc, że wszyscy wiedzą o co chodzi.
Pojechaliśmy więc po Spring Break. Pamiętam, że wypiliśmy dość sporo Hammerhead Cocktails i moja przyjaciółka przejechała swojego późniejszego męża samochodzikiem do golfa. Fajnie było, ale niestety nie miałam okazji zobaczyć na własne oczy Spring Break Madness. A szkoda ...
Może ktoś z was miał okazję? Zapraszam do podzielenia się wspomnieniami.

PS- South Padre Island to takie nasze teksańskie Lauderdale. Woda jest błękitna, jest ciepło- żyć nie umierać.

Na zakończenie FILMIK

poniedziałek, 09 marca 2009
Na początku z okazji Dnia Kobiet życzę paniom miłego wieczoru. Goście wybyli tak więc siedzimy i pijemy winko. Wizyta minęła dość szybko. No cóż- trzeba przyznać, że jednak przyjmowanie gości jak się ma dzieci nie jest takie same gdy się tych dzieci nie ma. Głównie chodzi mi chyba o chodzenie po restauracjach i o słuchanie muzyki innej niż piosenki w stylu 'głowa ramiona palce nóg palce nóg' w wykonaniu Szczeniaczka Uczniaczka. Choć przyznać trzeba, że Franek nie ma problemów z chodzeniem spać i w okolicach 6.30 - 7.00 wieczorem zaczynają się imprezki dorosłych. No ale takie to imprezki- ani się już nie pija tyle co za młodu, ani nie idzie spać o 3-4 rano... Tak czy siak - homing bardzo się moim zdaniem udał (na ile pozwoliły warunki oczywiście). 
W piątek, wybraliśmy się z państwem Windy City w dwa miejsca. Do River Oaks Garden na oglądanie azalii i delektowanie się wspaniałą pogodą i soczystymi kolorami (3 zdjęcia poniżej pochodzą ze strony MFAH,  czwarte zdjęcie- curtosy of Pani Windy City). 















Miejmy nadzieję, że Pani Ania wklei u siebie parę fotek, bo muszę przyznać, że ma niezłe oko jeśli chodzi o kompozycję.
Następnie wybraliśmy się na oglądanie rzeźb prezydentów. O rzeźbach Davida Adickesa pisałam wcześniej ( TU i TU). Nie będę się więc powtarzała o co chodzi. Napiszę tylko, że zupełnie bez problemowo udało się nam wejść do warsztatu. Nie wiem czy dlatego, że uśmiechnęłyśmy się do pana Meksyka czy też każdy może tam wejść. Ja w każdym bądź razie w warsztacie nigdy nie byłam. Dowiedziałyśmy się, że rzeźba Obamy pojawi się za 3 miesiące. Póki co- uwaga spojler- widziałyśmy makietę. 









Mam nadzieję, że następnym razem spotkamy się w Czikago.
piątek, 06 marca 2009
Właśnie mąż pojechał na lotnisko po państwo Windy City
Pani Ania przyjechała na poszukiwanie wiosny, ale jak widać poniżej, u nas już lato. W planach nie mamy nic powalającego, ale i tak będzie fajnie ...


Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston