środa, 31 marca 2010
Nie chce mi się tłumaczyć więc wklejam tak jak dostałam. Myślę, że może być ciekawe.

dateline - Austin, March 2010; source: Juice Consulting LLC) - Houston's PBS Station Channel 8 and Austin-based production company Hogaboom Road, Inc. will premiere a new travel show on Saturday, May 1 called "The Daytripper" which will air Saturday afternoons at 3:30 p.m. on HoustonPBS Channel 8.
 
Originally, "The Daytripper" debuted to an Austin-based audience as "The Austin Daytripper," but as viewer interest grew incrementally, Host and Creator Chet Garner decided to take the message to Texans everywhere and expand into six new markets including Houston.  From well-known Texas landmarks to the completely obscure dives and hideaways, "The Daytripper" is a fresh, adventurous, and informative look at all the great things there are to do within one day's reach.  From hill country mountain biking and serene State Parks, to gritty Texas Bar-B-Q joints and classy Texas vineyards, viewers join Chet as he takes them on an adventure throughout Central Texas and then gets them back home before dark (or at least close enough). "The Daytripper" appeals to anyone who loves Texas and has an itch to explore, whether on a road trip, a family expedition, or just for fun.
 
Dale Roe, TV critic for The Austin American-Statesman states: "Garner is a charming and humorous host... the segments have the quick-cut look and feel of shows you might see on the Travel Channel or the Food Network, and incorporating elements of both.... I can't wait to see where Garner goes next."
 
In the premiere episode, Chet travels to the home of Dr. Pepper and Baylor University.  That's right - Waco, TX.  From a 60-year-old greasy burger joint called "Health Camp" to some of Central Texas's best mountain biking, Waco has lots to offer any Daytripper as do other Texas cities showcased by the show including Bastrop, Burnet, Luling, Shiner and Fredericksburg.  More adventures will come as Chet's passion for Texas will carry forth the Daytripper Mission to "highlight all the natural and man-made wonders that lie throughout the state and to enrich the lives of viewers by inspiring them to venture out on day trip excursions of their own to explore the great wonder that is TEXAS!"
 
"The Daytripper" will air on Saturday afternoons at 3:30 p.m. beginning May 1 on HoustonPBS Channel 8.  Complete episodes are also available online, details at www.thedaytripper.com.
 
The Daytripper is sponsored by REI Houston, Saint Arnold Brewing, and Rudy's Country Store and Bar-B-Q.
 
For more information visit www.thedaytripper.com.
22:58, hjuston , texas
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 29 marca 2010
Księżyc widziany z naszego ogródka (pierwsze zdjęcie zrobione przez męża, a drugie przeze mnie). 




sobota, 27 marca 2010
Jeśli ktoś z czytających dostał dzisiaj dywidendę z REI to może otworzyć sobie katalog na przedostatniej stronie i zobaczyć moje zdjęcie. Dla ułatwienia znalezienia dodam, że mam pomarańczowego polara i czapkę, ale nie jestem czarnym facetem. A dla jeszcze większego ułatwienia dodam, że chodzi o TO zdjęcie, z tej wyprawy.

Przychodzi taki dzień gdy dzieciak w sklepie rowerowym robi ci taką scenę, że co druga osoba patrzy się na ciebie i myśli- Boże- co za rodzice- nie umieją dziecka uspokoić, i trzeba mu kupić rower (czy też jak to Franek mówi bajcycek).
Miał być ten z tego filmiku. Bo wzrusza mnie on do łez i  gdy oglądam go średnio 3 razy w tygodniu  myślę sobie, że nie chcę aby mój syn był lekarzem czy prawnikiem- chcę tylko żeby skakał sobie tak na rowerze (no ale zaraz potem zastanawiam się czy to aby zdrowe jest dla takiego małego chłopca tak obijać sobie wiecie co).

 




No ale że bajcycek był potrzebny już teraz, a nasz superancki sklep BikeBarn, ani żaden sklep w Houston ich nie ma (widzę tutaj pewne business oportunity) to kupiliśmy ten. Nie, nie różowy- granatowy. Teraz tylko muszę mieć nadzieję, że Franek nie pogubi mleczaków wcześniej niż powinien.








piątek, 26 marca 2010
Okazuje się, że tegoroczna zima stulecia (która w Meksyku była podobno chłodna i mokra), a także nielegalne wycinanie lasów (i związane z tym powodzie błotne) w tamtejszych okolicach , przyczyniły się do zmniejszenia się populacji monarchów wędrujących na północ. Populacja ta zmniejszyła się podobno aż o 50-60%.
Niskie temperatury w naszych okolicach spowodowały opóźnienie w wzroście roślin, które potrzebne są tym motylom do składania jaj, a także tych, z których pobierany jest nektar.
Znany i trochę przeze mnie nielubiany Eric Berger, nawołuje w swym artykule w Houston Chronicle abyśmy pomogli w tym roku motylom i posadzili trochę roślinek, które pomogą monarchom, bo jak przypomina- dopiero 3 lub 4 pokolenie doleci do Kanady.
Jeśli chodzi o roślinki w 'ogrodzie' to mam tylko lawendę, zioła i pomidory. Pochwalę się, że moje pomidory mają już pierwsze malutkie owoce.
Mam tylko jedne zdjęcie monarcha na postoju w Teksasie, więc je wklejam poniżej. Reszta to jakieś inne gady, ale też sympatyczne.









niedziela, 14 marca 2010
Chyba już wszyscy to widzieli, ale pomyślałam sobie, że skoro i my tu mamy zarówno aligatory jak i Polaków to może być tak trochę na temat ...



Podesłane przez Gumiaka i przez kuzyna z Czikago.

środa, 10 marca 2010
Po 2 latach odnowiłam swoje członkostwo w YMCA (teraz zawsze kiedy myślę o YMCA przypomina mi się ten klip), bo w przeciwieństwie do niegrzecznych mamusiek narzekających na brak płaskiego brzucha wierzę, że po urodzeniu dziecka można znowu mieć płaski brzuch i nie mieć cycków jak to ktoś tam ujął- jak jamniki czy jakoś tak. Wystarczy tylko się uprzeć, bo wiadomo że samo się przecież nie zrobi. Myślę, że mój brzuch, któremu do płaskiej deski jaką miałam kiedyś niestety brakuje, jest tylko i wyłącznie moją winą i moim lenistwem. Taka prawda.
Pomimo tego, że na nic nie mam czasu, za namową Matyldy, postanowiłam odnowić swoje członkostwo w YMCA. Oczywiście nie liczę na to, że za miesiąc będę miała rozmiar 36 i pewnie znając moje 'szczęście' jak już schudnę to pewnie znowu szybko zgrubnę, bo czas zacząć myśleć o drugim skrzacie.
W każdym bądź razie YMCA ma sporo zajęć dla tych, którzy nie potrafią się spiąć i zapierniczać na siłowni i potrzebują kogoś kto im będzie dyrygował co i jak. Tak więc postanowiłyśmy się zapisać na Zumbę.
Świetna ta zumba i muzyka, przy której się ćwiczy. No i dawno się tak nie spociłam. Niezły wycisk. Pani instruktorka jest we wczesniej ciąży (mam nadzieję, że jak urodzi to nie pójdzie na długi urlop macierzynski hehehe). W grupie była także jakaś 80 letnia babcia ubrana w czarne leginsy, a na nie różowe getry z lat 80-tych. Klasyk!
YMCA ma nowe child care, w którym można zostawić dziecko i iść się pocić, a potem nawet brać 30 minutowy prysznic. Problem jest tylko taki, że moje dziecko strasznie płakało i po 30 minutach ćwiczeń wyciągnięto mnie z sali bo dziecko nie dało się uspokoić. Nie wiem o co poszło. Może było zbyt tłoczno? Może starsze dziecko nie dało wejść do samochodzika? Nie wiem. Córka koleżanki płakała 5 razy, aż w końcu teraz płacze jak ma iść do domu.
Jutro idziemy znowu, licząc się z tym że być może będę musiała po 5 minutach wrócić, bo Franek nie będzie chciał tam zostać. Będę próbować - w imię płaskiego brzucha hehe.
piątek, 05 marca 2010
Wybrałyśmy się  z Matyldą na rodeo. Przyszedł czas aby mój Niuniuś zobaczył krowę z bliska. Matylda była wcześniej więc wiedziała, że aby przepchać się przez tłumy dzieciaków ze szkół i przedszkoli należy być pod stadionem już o 9 rano. Ryzykując kłótnię z mężem, który kazał mi siedzieć w domu i czekać, bo królowa angielska wysłała naszemu Niuniusiowi paszport, który miał być dzisiaj dostarczony - poszłam bo uważałam, że krowy i kowbojki są równie ważne.
Założyłyśmy na nogi kowbojki (moje te szare) i wybrałyśmy się na rodeo.


Dużo się dzieje na takim rodeo. My byłyśmy tylko na pokazie bydła, ale po samym parkingu widać, że impreza jest Texas size.
Zawsze żal mi było miejskich dzieci, które to krowy widzą tylko w zoo. A teraz sama poleciałam z Frankim aby pokazać mu krowy, owce i świnie i zapłaciłam za to siedem dolarków plus parking. A u babci mógłby zobaczyć za darmo ... I nawet krowę mógłby wydoić u cioci Janinki jakby bardzo chciał.
Oj dzieje się na tym pokazie bydła. Aż nie wiem od czego by tu zacząć ...
Zacznę może od jajka, bo na początku było jajko.
Tak więc można sobie zobaczyć jak wykluwają się kurczaki.








Większe zwierzaki też rodzą się publicznie. Był nawet grafik, na którym było napisane że o tej i o tej poród owcy, a o tamtej świni.
Te tu akurat urodziły się dzisiaj rano. Udało im się rodzić bez widzów (BTW- uwaga spojler - Pam z the Office się to wczoraj nie udało).



Krowy, które są brudne jak świnie można było podglądać pod prysznicami. Swoją drogą ciekawe czy są te same prysznice, w których się w przeszłości kąpali zawodnicy z houstońskiej drużyny footballowej?



Żeby tych krów później nie przewiało trzeba je oczywiście wysuszyć.



Wyczesane i wyperfumowane wyglądają jak te poniżej.



No i później takie lale idą na wybieg. A potem wiadomo gdzie - na hamburgery.



Oprócz krów, można też było podziwiać indyki. Teksańczycy nie owijają w bawełnę, ale jeśli ktoś by nie wiedział po co się hoduje indyki to wystarczyło popatrzeć na zdjęcie, które znajdowało się w zagrodzie indora (btw- biedny indyk musiał się nieźle stresować widząc co go czeka).



Po wyjściu z hali można było od razu zatrzymać się przy jednaj z budek, w których sprzedawali Texas size turkey leg.







Z kurami było podobnie.



Oprócz zwierząt można też było kupić wiele rzeczy. Grille, różowe torby kamuflarzowe na kowbojki, materace, paski, kapelusze, przedpotopowe ubrania kowbojskie, skóry, koszulki z Indianinem, kalosze kowbojki i oczywiście pickupy.



















No i na koniec skusiłyśmy się na zdjęcie z longhornem. W Egipcie się robi kiczowate zdjęcia na wielbłądzie, a u nas na krowie.



BTW- cholernie podobał mi się pasek pani cowgirl.



No coż- po Frankowej minie wiadomo, że raczej prawdziwym kowbojem to on nie jest...




Fajnie się bawiłyśmy. W następnym tygodniu pójdziemy pewnie jeszcze raz.

PS- Oczywiście podczas mojej nieobecności facio był tu z tym paszportem i teraz muszę po niego jechać na jakieś zadupie.
środa, 03 marca 2010
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston