piątek, 28 maja 2010
Lonegunman napisał kiedyś na swoim blogu, że z wiekiem poczucie obciachu się zmniejsza. Uważam, że mądrość ta zasługuje na jakiegoś Nobla, bo i u siebie zaobserwowałam podobną przypadłość.
Taki na przykład pociąg w Hermann Parku - kiedyś uważałam, że to totalny obciach, a teraz chętnie zabieram Franka na przejażdżkę (zdjęcia pokazujące Hermann Park do obejrzenia TU).



Albo na przykład zakładanie obciachowego kapelusza. Kiedyś wolałabym się smażyć w słońcu, ale nic obciachowego nie założyłabym na głowę. A wczoraj na przykład założyłam bardzo obciachowy (dla kobiety) kapelusz mojego męża, który zupełnie nie pasuje do moich okularów w stylu inżyniera Mamonia.
Albo jeszcze taki Park Jurajski, który to dzisiaj można zobaczyć w hjustońskim ZOO. Normalnie wydawałoby się, że porażka. Jakieś bzdetne dinozaury w centrum miasta? No ale jak tylko się tam wejdzie i zobaczy jak dzieciom śmieją się buzie jak tylko dinozaur zrobi łuuuuuu to już człowiekowi zaczyna się podobać.
Tak, z wiekiem (i przy dzieciach) poczucie obciachu zdecydowanie się zmniejsza...

Poniżej zdjęcia- przygotowanie do wyjścia na spacer  w upale (temperatura o 9.15 rano wynosiła już 30C); ruszające się i plujące wodą dinozaury w dżungli;  no, a po wycieczce oczywiście lody.













Specjalne podziękowania dla Matyldy, która poraz kolejny zaprosiła nas na darmową wycieczkę do zoo.
wtorek, 25 maja 2010
To, że generalnie amerykańskie piwo to tak zwane siuśki pantery wiedzą wszyscy. Ale są wyjątki. Czasem trafiają się perełki stworzone przez malutkie firmy. Jakiś czas temu obejrzałam fim pt. Beer wars, film o rynku piwa w USA. Szokujący i świetny. Polecam obejrzenie tego filmu nie tylko wielbicielom piwa, warto.
Jakie jest wasze ulubione amerykańskie piwo? Generalnie, zazwyczaj pijemy Fat Tire, ja lubie także Purple Haze. Mój mąż twierdzi że to takie babskie piwo więc pewnie nie wszyscy je lubią. Dogfish Head znałam tylko z opakowania. Wiedziałam, że firma istnieje ale jakoś rowerek na opakowaniu FAT TIRE bardziej działał mi na zmysły. Po obejrzeniu wyżej wymienionego filmu zafascynowała mnie historia tej firmy (o Bożenku jak fajnie byłoby dla nich pracować) i postanowiliśmy zaryzykować, zakupić i spróbować. Ja niestety tylko parę łyczków, ale już wiem co będzie pierwszą rzeczą, która będę jadła / piła za te kilka miesięcy.
Na butelkę Dogfish Head będę czekała bardziej niż na sushi... Polecam tym, którzy jeszcze nie znają.
poniedziałek, 10 maja 2010
Ta parada jest jedną z moich ulubionych houstońskich imprezek, ale także dołuje mnie, bo przypomina mi ile to już razy na niej byłam i ile to już lat tu mieszkam. Choć przyznam, że nie byłam na ostatnich dwóch (z powodu ciąży i z powodu upału).
W tym roku bogowie byli łaskawi. Weekend był trochę chłodniejszy i dało się wyjść z dzieckiem na godzinę czy dwie. Widać, że impreza jest coraz bardziej popularna bo samochodów było o wiele więcej niż 3 lata temu.
Specjalne podziękowania dla Matyldy za możliwość zaparkowania na ich drivewayu.

































I moi ulubieńcy







piątek, 07 maja 2010
Słyszałam, że w Polsce znowu zima. A u nas prosze ja was, lato do zrzygania. Znowu pewnie będzie susza, bo od dwóch tygodni pogoda wygląda jak poniżej i nie zanosi się na szybkie zmiany.



Mój sklepik kwitnie choć przyznam, że pracuję coraz mniej.  Mam też ostatnio więcej czasu na czytanie nie tylko The 4-Hour Workweek, irs.gov czy też Fulfillment by Amazon. W końcu powróciły czasy, w których mogę sobie spokojnie usiąść i przeczytać Twój Styl.
W związku z tym, że pracuję mniej, mam sporo czasu na zajmowanie się moją plantacją pomidorów, która nie tylko kwitnie, ale także obradza. Myślę, że już niedługo otworzę kolejny biznes czyli fabrykę keczupu.
Jak widać, pomimo tych wszystkich minusów, są też pewne plusy związane z mieszkaniem w ciepłych krajach. Jednym z nich są pomidory pod koniec kwietnia.










A tu pierwsze papryki. Jeszcze malutkie, ale myślę że już za parę dni będę mogła otworzyć także fabrykę leczo.


niedziela, 02 maja 2010
Nadeszła znowu ta pora roku, w której w środku nocy budzą mnie żaby. Lubię te odgłosy. Żaby u nas w domu to w ogóle temat dość modny. Franek ma ostatnio na ich punkcie fisia. Ma kołdrę z żabami i bardzo ją lubi, ma buty z jakimś nietoperzem , na którego mówi żaba. Po drodze do parku też widzimy mnóstwo żab. Co prawda rozjechanych, ale żab. Mam też w planie zakup wielkiej naklejki na ścianę z żabą, bo figurki żaby do zabawy oczywiście już mamy.



Dla rozrywki (Boże żeby on tylko tych żab nie rozrywał) zaserwuję wam TU żabę w wykonaniu mojego synka. On tak mówi zawsze. Po prostu myśli, że tak się właśnie prawidłowo wymawia słowo żaba.
Najgorzej gdy w nocy przypomni mu się, że ma gdzieś tą kołdrę z żabą i chce aby mama mu ją podała i zaczyna wołać ŻABA. Naprawdę można się przestraszyć ...
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston