wtorek, 30 października 2007
No cóż, czekałam dość długo, aż się doczekałam. Dzisiaj przyszła przesyłeczka (oczywiście z amazonu bez sales taxu) i LEOŚ już jest zainstalowany.
Pierwsze wrażenia:
- 'spaces' są dość użyteczne,
- 'cover flow' w finderze jest moim zdaniem zbytecznym bajerem,
- 'stacks' z pewnością się przydadzą,
- 'time machine' nie miałam jeszcze okazji wypróbować i nie spieszy mi się,
- 'rss reader' w poczcie nawet mi się podoba,
- nowe papeterie w poczcie są dość durnym pomysłem,
- 'find and highlight' w safari będę używała,
- 'merge all windows' w safari jest chyba zgapione z netskejpa, ale może być.
- duży minus - leos jest trochę spasiony, bo potrzebuje aż 5.5 gb,


dodane:
- jeszcze większy minus- okazuje się że wszystkie drivery od drukarek które miałam zainstalowane po prostu znikneły. Epson nie ma nowych driverów do Leosia na swojej stronie (bedzie miał w listopadzie). 

Pożyjemy, zobaczymy, póki co jest juz prawie północ- czas iść spać ...






piątek, 26 października 2007
czwartek, 25 października 2007
Czy zdarza się wam dostawać mandaty za szybką jazdę?
Lubię szybką jazdę samochodem. Ale tylko wtedy gdy to ja jestem kierowcą. I tylko wtedy gdy jestem sama.
Lubię włączyć sobie muzykę i pędzić lewym pasem.
Ostatnio jednak nie kuszę diabła. Samochód się trochę postarzał, oponki się zdarły, a i hamulce już też nie te. Zresztą do pracy jeżdżę bocznymi uliczkami i jedyne co mogę ewentualnie wyprzedzić to babcia na rowerze, albo śmieciarka.
Ale mandatów raczej nie dostaję. Raz, w Nowym Meksyku, na zupełnie pustej autostradzie przyłapał mnie State Trooper. Wlepił mi ponad stówkę, za szybką jazdę właśnie. Ale to było tak dawno temu, że właściwie już się nie liczy.
Alex Roy też lubi szybką jazdę. Alex od kilku lat próbował pobić rekord w przejechaniu ze wschodniego wybrzeża na zachodnie w jak najkrótszym czasie (rekord wynosił 32 godziny i 7 minut). Alex próbował kilka razy. W różnych autach. Próby te można sobie tylko wyobrazić: dziesiątki red bulla, papierosy, gpsy, mapy, okulary przeciwsłoneczne, wykrywacz radarów policyjnych, cb radio, radio na których można odbierać kanał policyjny, i krótkie przerwy na siku. Do pobicia rekordu można też skorzystać z pomocy przyjaciół z ogólniaka. Kolega Roya, pilot - pomagał z góry wypatrywać policyjne wozy. Ciekawe czy na nasza-klasa.pl udałoby mi się znaleźć takiego kolegę?
Kilka tygodni temu NY Times oficjalnie ogłosił, że 7-go października zeszłego roku Alex pokonał trasę NY- LA w 31 godzin i 4 minuty. Bez mandatów.
Można sobie tylko wyobrazić zmęczenie kierowcy i co-pilota.
Czy ktoś z was chciałby zrobić coś równie męczącego?
Mnie osobiście, marzą się 48 godzin bez snu w Tokio. Plan jest taki: uzbierać mil na darmowy lot do Tokio pierwszą klasą, polecieć na weekend i wrócić. Myślę, że raczej nie prędko uzbieram te mile, więc pewnie nie prędko się do Tokio wybiorę. No ale czym byłoby nasze życie bez marzeń?
Ale wracając do USA... Nie udało mi się jeszcze przejechać ze wschodniego wybrzeża na zachodnie. Ba, nie udało mi się nawet przejechać z zachodniego na wschodnie... Ale owszem, planuję. Tylko nie bmw, ale bardziej kamperem.




Ostatnio Gumniak pisał u siebie o 100 rzeczach do zrobienia przed śmiercią. Gumniak- możesz dodać to sobie do listy. Może niekoniecznie pobicie rekordu, ale przynajmniej próbę.

---------------------------------
Więcej o Alexie i całej wyprawie - do przeczytania w moim ulubionym magazynie- wired i w wikipedii.
Zdjęcie - z wired - Brian Finke.

wtorek, 23 października 2007
A wiosna przyszła pieszo.
Już kwiaty z nią się spieszą,
już trawy przed nią rosną
i szumią: - Witaj wiosno!

No ale to dopiero za jakieś kilka miesięcy.


Wczoraj, w godzinach popołudniowych temperatura spadła do jakichś 13 stopni. Dzisiaj poraz pierwszy od dawien dawna nie włączyła mi się w nocy klima.
Wczoraj, poraz pierwszy od jakichś 6 miesięcy musiałam się obuć w skarpetki.
Dzisiaj poraz pierwszy od paru miesięcy, mam na sobie szlafrok. No i najważniejsze. Wczoraj wyprowadził się W I E L O R. Myślę, że mogło mu być za zimno. Kim jest wielor?
Jakiś tydzień temu szliśmy sobie na pifko do knajpki obok nas i przyuważyliśmy, że na środku sąsiadującego z nami parkingu stoi samotny samochód osobowy, otoczony przez 3 osoby. Wielora i dwóch kolegów. Wielor był największym człowiekiem jakiego do tej pory widziałam. Serio. Wielor nie miał na sobie koszulki, oparł brzuch o maskę samochodu i tak sobie stał. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale on stał tak przez kilka godzin. I następnego dnia też tak stał, w tej samej pozycji, tyle że już w koszulce.
Potem widzieliśmy go jeszcze jak z kolegami siedział w samochodzie i żarł żarcie z makusia. Następnego dnia znowu widzielismy go jak stał (w koszulce).
I tak było przez kilka kolejnych dni. Potem maska samochodowa była otwarta. Myślę, że wielor mógł coś uszkodzić przez to, że się tak opierał. (A może on ją tak przklepywał, żeby się zaczęła domykać?). Koledzy coś naprawiali, a wielor się gapił.
Wczoraj temperatura spadła do tych 13 stopni i wielor wraz z kolegami odpłynął do ciepłych krajów. (A może po prostu zgarnęła ich policja?).
Czy wielor był handlarzem narkotyków? Bezdomnym? Czy też może sprzedawał bilety parkingowe? Nie wiem. I pewnie już się raczej nie dowiem.


Jesień w Houston sprzyja uprawianiu sportów.
Zapisałam się więc z koleżanką na basen. Do YMCA. Zaczynam w środę. Mam już nowy strój kąpielowy i okulary. Nabyłam też nowe buty do biegania, bo stare zaczęły trochę ten tego...
Patekku pisała ostatnio, że jesień sprzyja blogowaniu. W Houston chyba jest odwrotnie.
piątek, 19 października 2007



Jakość kiepska, bo zdjęcie zostało zrobione komórką. Reszta kolekcji w kategorii Czego to Amerykanie nie wożą na pickupach. O Matce Boskiej można poczytać TU.
środa, 17 października 2007
No jak to gdzie... Przy łóżku
niedziela, 14 października 2007
Wstałam z lekkim bólem w głowie. Podejrzewam, że złapałam wirusa z Filipin. Wczorajszy wieczór spędziłam z koleżanką w nowo otwartej California Pizza popijając California Martini*. Kelner poprosił mnie o ID, a koleżance powiedział 'a pani nie musi'... Coż za brak taktu. California Pizza Kitchen wcześniej nie znałam. Nie jestem zachwycona, znam lepsze miejsca, i ten kelner był taki jakiś na auto pilocie. I tak jakoś straszne mnie tam światło raziło po oczach. No ale może to ta choroba z Filipin...
Skoro o Kalifornii mowa dopowiem kilka słów o San Diego, a właściwie o tym co mi się tam podobało. Numer jeden to oczywiście bez dyskusyjnie Ocean Beach. Lubię takie miejsca gdzie na ulicy można sobie walnąć tatuaż, kupić jakieś pseudo antyki, muzykę, deski surfingowe i pójść do restauracji bez butów. Sama właściwie mieszkam w takiej dzielnicy miasta. Tyle tylko, że nie mam tu oceanu po drugiej stronie ulicy (ale deski surfingowe można kupić)...
Pomimo generalnej życiowej zasady 'no regrets', mam czasem taki jakiś żal do świata, że nie dane mi było pomieszkać w Kalifornii w wieku lat dwudziestu kilku. Że nie umiem jeździć na deskorolce, pływać na desce, ani nawet na aqua skipperze. Czasami (bo generalnie zapominam o tym) mam właśnie taki żal. I miejsca typu Ocean Beach mi o tym przypominają.






Kolejnym miejscem godnym uwagi jest niewątpliwie kampus Uniwersytetu San Diego (UCSD). Uniwersytet ten ma ponoć świetną reputację w dziedzinie nauk ścisłych (głównie matma). Zatrzymaliśmy się tam zaciekawieni budynkiem należącym do Geisel Library (biblioteka imienia jak się można domyśleć Geisel'a - twórcy the Cat in the Hat).
Co tu dużo mówić, jeśli ktoś będzie miał kiedyś okazję studiować w Stanach (ja osobiście pomimo tego, że nadal przy zakupie alkoholu musze pokazywać ID- jestem już raczej za stara) to ten kampus wydaje się po prostu idealny. Nigdy w życiu nie byłam jeszcze w miejscu, które tak ładnie pachnie! Kampus położony jest bowiem w parku, w którym rośnie masa drzew eukaliptusowych. Tak więc pochodziliśmy trochę po tym kampusie. Masa górek i pagórków, no po prostu rewelacja.






W następnym odcinku będzie o La Jolla, a na dzisiaj to tyle, bo muszę iść do sklepu w celu zapełnienia lodówki.
Za kilka godzin Monsz wraca z Vegas. Nic nie wygrał, ale też nic nie przegrał. Przynajmniej tak twierdzi.

--------------------------------------------------
* 6 parts vodka
1 part red wine
1 tablespoon dark rum
3 to 5 dashes orange bitters
Orange twist
Combine liquid ingredients in a cocktail shaker with cracked ice and shake well. Strain into a chilled cocktail glass and garnish with orange twist.

zdjęcie pani z pupą by gijz (kimkolwiek on jest)
sobota, 13 października 2007
Koleżanka podesłała mi TO. Przyznam szczerze, że wydawało mi się iż mam już swojego kandydata na prezydenta i że zgadzamy się w większości kwestii. Cóż, myliłam się.
Zapraszam do zabawy. Może nie zdradzajmy sobie kto był naszym kandydatem przed i po teście...




Ghostland Observatory
Warehouse Live, Houston, TX
Fri, Nov 9, 2007 08:00 PM

Ja idę. Posłuchać między innymi tego i tego. Mam już nawet bilet.
czwartek, 11 października 2007
Jeszcze chciałam się tu podzielić obserwacją zwiazaną z październikiem - miesiącem oszczędzania. Otóż na amazonie jest taka opcja Subscribe & Save. Zasady są proste- zapisujesz się na dostawę czegoś. Na przykład nożyki do maszynki gillette (taki przykład bo właśnie kupiłam dla męża). Możesz wybrać sobie częstotliwość dostawy, na przykład co 2 miesiące 12 nożyków. Przesyłka za darmo, 15% zniżki za subskrypcje (cena niższa niż w Targecie czy też w Walgreensie), i zero sales taxu (bo amazon wysyła spoza stanu). Amazon jest chyba w WA więc ci z WA muszą płacić więc im może aż tak się nie opłaca. Sprzedają też oczywiście inne produkty gospodarstwa domowego, więc pewnie zapiszę się jeszcze na papier toaletowy i inne takie, które i tak co miesiąc kupuję. Moim zdaniem malynowo.
środa, 10 października 2007
Temperaturka zaczyna powoli spadać. Dzisiaj można już odczuć słabiutki wiaterek, a i klima rzadziej jest włączona. W weekend, w ciągu dnia ma już być około 25 stopni.
Ma to swoje dobre i złe strony. Złe - no coż więcej hałasu zza okna (klima trochę zagłusza), a dobre to takie, że w końcu zacznę płacić ludzkie rachunki za prąd.
Dzisiaj w radio przygotowywali mieszkańców północnych stanów do podwyżek cen gazu i innych takich grzewczo podobnych. A mnie, chociaż raz to tak jakby nie dotyczy...
Od października w Houston właściwie da się żyć.
Właśnie zaczął się w Houston tydzień objadania się w restauracjach. Zasady są proste - ty kupujesz sobie obiad z trzech dań (w wybranych restauracjach) i z każdego dania 6$ przeznaczone jest na organizację End Hunger Network.
Niby na tak zwany dobry powód, ale brzmi mimo wszystko raczej odstraszająco...
W ogóle nie za bardzo mam ostatnio ochotę na wychodzenie do jakichkolwiek lokali. Jestem pod wpływem  the Kitchen Nightmares i aż włos się na głowie jeży jak się widzi te niektóre restauracje i ich zaplecza...

piątek, 05 października 2007
Już niedługo w Houston zacznie się robić chłodniej (bo narazie wciąż mamy upały).
Zacznę wtedy więcej jeździć na rowerze. Na rozpoczęcie nowego sezonu i na zachętę kupiłam sobie nowe skarpetki z trupią czachą.


czwartek, 04 października 2007
W dzisiajszym odcinku 'Czwartków u sąsiada w blogu obok' przedstawiam ostatnio znalezioną 'perełkę' - na bogato.
poniedziałek, 01 października 2007
W piątek, z odległej o 3 godziny lotu Kanady, przylatuje do mnie siostra. Planuję więc powoli co będzimy robiły. Być może nie za wiele, bo moje pogryzienia pająkowe zaczynają się trochę rozrastać (jutro idę do lekarza) i może nie będzie za wesoło. Jedną z rozrywek oprócz gotowania barszczu i robienia dżemików będzie randka z Lucy.
Lucy chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Tych, którzy jej nie znają odsyłam do Wikipedii.
Lucy, po prawie 3 milionach lat postanowiła się wybrać w podróż po świecie. Pierwszym miastem, do którego przyleciała jest właśnie Houston.
Z Lucy związany jest lokalny skandal. Mniejszość etiopska w Houston sprzeciwiła się wystawie z tym hominidem. Grupa twierdzi, że muzeum nie jest zainteresowane jak najdłuższym zachowaniem szczątków Lucy, które to mogą ulec zniszczeniu podczas transportu. Etiopczycy z Houston twierdzą, że muzeum chodzi tylko i wyłącznie o zysk i sławę.
Muzeum ponoć odpowiada, że chodzi nie o zysk z wystawy (bilety są po 20 dolków, a poprzednia wystawa The Bodyworlds przyciągnęła do muzeum pół miliona mieszkańców), ale przede wszystkim o zaznajomienie mieszkańców Houston z kulturą etiopską.
Przywiezienie Lucy na wycieczkę do Houston zajęło 4 lata negocjacji.
Tak więc w sobotę rano kiedy to Monsz z kolegami wybierze się na mecz Francja - Nowa Zelandia i Anglia coś tam, my wybierzemy się na spotkanie z Lucy...

Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston