przepisy

środa, 25 listopada 2009
Dla tych, którzy nie mają jeszcze pomysłu na Święto Dziękczynienia proponuję przepis zaczerpnięty z Wired. Co prawda nie będzie to deep fried turkey, ale też równie niezdrowe. Wszystkie składniki można z pewnością zakupić w pobliskich restauracjach typu fast food.
Udka indyka można uzyskać z corn dogów. Corn doga należy trochę podpiec za pomocą ręcznego palnika gazowego. Następnie obskubujemy trochę 'mięsa' z dołu i zlepiamy tak, aby corn dog przypominał udko.
Mash potatoes można zrobić w kilka sekund. Wystarczy kupić frytki w Makusiu, dodać wodę (100 ml na porcję frytek*) i zmiksować.
Aby uzyskać sos żurawinowy gotujemy sok z żurawin przez 10 minut aż zrobi się z niego syrop. W celu uzyskania pożądanej konsystencji należy dodać dżem truskawkowy z pączków (jeden pączek na kubek soku).
Aby zrobić wrażenie na zaproszonych gościach, stawiamy na   prezentację. Wyciągamy w tym celu najpiękniejsze talerze, przystrajamy pickle relish (btw - czy ktoś wie jak się tłumaczy relish?) i gotowe.
Poniżej ilustracja - także z Wired.





Jeśli chodzi o nasze Święto Dziękczynienia to w tym roku nie będziemy robić deep fried turkey pomimo tego, że uważam iż byłaby to fantastyczna atrakcja dla naszych gości. Tak jakoś wyszło, że nie zebraliśmy się i do tej pory nie kupiliśmy 'frajera' hehe, więc będziemy piekli w piekarniku. Na święto przylecieli teściowie ze szwagierką i kilkoma butelkami ginu, które to opróżniamy każdego wieczoru.  Przyjdą także znajomi.
Wypadałoby za coś podziękować więc może w tym roku powiem tak: thanks for stopping by i ten tego.



*- niestety przepis nie podaje czy chodzi o frytki duże, małe czy też super size.
czwartek, 03 września 2009
Nie mam czasu na głębsze wywody bo pracuję. Tak więc dzisiaj będzie po krótce. O jedzeniu, bo o jedzeniu każdy lubi.
Oczywiście na pewno w czasach obecnych tapioka jest w Polsce popularna, ale jak wyjeżdzałam te ileś lat temu to jeszcze nie była. Tapiokę poraz pierwszy jadłam właśnie w Stanach i muszę przyznać, że jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych deserów. Oczywiście jak wszystko w kuchni, także i tapiokę możną łatwo schrzanić. Robi tak na przykład Whole Foods na Kirby, który dodaje chyba jakieś masło i 2 kg cukru. Jeśli ktoś jeszcze nie jadł deseru z tapioki to nie polecam stracenia tapiokowego dziewictwa właśnie tam.
Polecam w domu.  Jak za mało to można zawsze walnąć sobie dokładkę i takie tam. Przepisy są różne- ale ja (jeśli ktoś czyta uważnie to pewnie już wywnioskował), nie przepadam za tapioką zbyt słodką i taką, która smakuje jakby się jadło masło z cukrem. Mój ulubiony przepis goes like this:

Na sześć osób
przygotowanie 15 minut - z chłodzeniem 40 minut
2 szklanki wody
1/3 szklanki tapioki (tapioca pearls)
1 szklanka śmietany (czy ktoś wie co jest odpowiednikiem heavy cream w Polsce, bo taką śmietanę właśnie chodzi)
6 łyżek cukru
1 łyżeczką kopru włoskiego (zmielonego i przesianego)
1 litr truskawek

Zagotować wodę i wsypać tapiokę. Zmniejszyć ogień i mieszać co jakiś czas przez 10 minut, tak aby nie zrobiły się grudki. Dolać śmietanę, 4 łyżki cukru i szczyptę soli i gotować przez 3 minuty. Przelać do metalowej miski, którą zanurzamy w lodzie. Mieszamy przez 5 do 10 minut.
Truskawki miksujemy w mikserze i dodajemy starty koper włoski i pozostałe 2 łyżki cukru. Wszystko wlewamy do 6 szklanek. Na koniec, łyżeczką nakładamy tapiokę. Chłodzimy w lodówce przez 15 minut.
Pyszota.
PS- czy ktoś z was jadł wcześniej truskawki z koprem włoskim? Kto by pomyślał, że to może być takie smaczne.



Przepis (trochę zmodyfikowany) i zdjęcie pochodzą z Gourmet Magazine (nie myślcie, że kupuję- tak po prostu zaczął do mnie przychodzić, bo kiedyś kupiłam patelnię w jakiejś tam promocji.
środa, 29 kwietnia 2009
Zrazy robi się bardzo szybko. Zazwyczaj robię 6, z czego zawsze 3 mrożę. W ogóle to zazwyczaj robię tyle, żeby było na 2 obiady i ten drugi obiad mrożę.
Potrzebujemy: 
  • wołowina (zazwyczaj kupuję Beef Round thin cut w Whole Foods- mają jakieś takie family pack po 3 sztuki w pudełku). Gdzieś wyczytałam, że Beef Round Steak jest także znane jako Sirloin Tip Steak.
  • 2 marchewki, pół cebuli, 2 ogórki kiszone, pół grzyba portabello albo jakiegoś innego, pół czerwonej papryki, i 3 plasterki boczku, którego akurat nie miałam więc nie ma go na zdjęciach. Dodam, że na zdjęciu widać seler, ale go akurat nie polecam. Dodałam, bo miałam. Zamiast boczku hehe.
  • kostka rosołowa, albo rosół jak ktoś ma,
  • sól i pieprz oczywiście też,
  • mąka do obtoczenia zawiniętych zrazów,
  • oliwa do smażenia,
  • wykałaczki do spięcia zawiniętych zrazów


W sumie zdjęcia chyba mówią same za siebie. Warzywka kroimy w paseczki i układamy na spodzie mięsa. Potem wszystko zwijamy i zabezpieczamy wykałaczkami. Obtaczamy w mące i obsmażamy z dwóch stron. Zalewamy rosołkiem i gotujemy przez 30-40 minut na małym ogniu.
Końcowa prezentacja wyszła mi kiepsko, ale i tak było smaczne.
Prawidłowo, zrazy serwuje się bez wykałaczek.












poniedziałek, 16 lutego 2009
Przepis na poniższego kurczaka jest stworzony przeze mnie. Robię tego kuraka conajmniej raz na 2 tygodnie, bo jest tak dobry. Tak jak wspomniałam u Ani- można oczywiście spróbować z krewetkami. Myślę, że też będzie wyśmienite.
Dodam, że gdy byłam w ciąży to byłam uzależniona od pomidorów i pikantnego jedzenia i jadłam tą potrawę na okrągło. Jadłam ją także jak karmiłam Franka.
Nie dodaję w ogóle soli. 

Potrzebujemy (na 3-4 porcje):
- dwie piersi z kurczaka,
- jedna czerwona cebula, 
- jedna czerwona papryka,
- 2 puszki pomidorów,
- pół pęczka kolendry,
- 2 zielone cukinie,
- limonka,
- puszka chick peas czy tam ciecieżycy jak kto woli,
- chipotle chile pepper (ja używam TEGO),
- oliwa z oliwek do smażenia


Wszystko przyrządzam w wysokim garnku - non stick. Nie wiem czy coś się może przykleić, ale tak już po prostu robię.
Kurczaka kroimy w kostkę i wrzucamy na rozgrzaną oliwę. Dodaję chipotle chile pepper. Zawsze sypię na oko. Generalnie zawsze jest pikantne. Jeśli ktoś nie lubi pikantnego to lepiej niech sobie odpuści hehe. Żartuję- chipotle chile pepper świetnie się rozprowadza w ostatniej fazie, tak więc lepiej najpierw dać mało i potem dodać jeśli nie jest zbyt pikantne. 
Smażymy tego kurczaka przez kilka minut. Dodajemy pokrojoną w paseczki cebulę i paprykę. Smażymy, aż będą miękkie. Wrzucamy pomidory i chick peas. Gotujemy na małym ogniu przez jakieś 20-30 minut. Dodajemy sok z połowy limonki i poszatkowaną kolendrę. Wrzucamy pokrojoną w kostkę cukinię i gotujemy przez kolejne 10 minut- tak aby cukinia była nadal chrupiąca. 
Sprawdzamy czy jest odpowiednio pikantne. 
Podajemy z makaronem.

Niestety mąż nie chciał zrobić zdjęcia, bo był bardzo głodny i wolał jeść niż szukać lampy błyskowej. W związku z tym umieszczam inne zdjęcie. Trochę nie na temat, ale też smaczne. 
Walentynkowy tuńczyk w pieprzu- w wykonaniu męża. Zdjęcie zrobiłam sama.


poniedziałek, 19 stycznia 2009
Dzisiaj w cyklu Kura Domowa przepis J. Oliver'a na zapiekankę z łososiem. BTW - Jamie nieźle się ostatnio spasł, c'nie? To już nie ten chudy chłopaczek, który w swych programach pomyka na skuterku... Ten jego nowy image przypomina mi o tym, że wszyscy się starzejemy. Tylko Gordon mimo upływającego czasu nadal jest (jakby to Ania K powiedziała) niezłym ciachem. 
No ale wracając do tematu. Potrzebujemy:
  • 2 filety z łososia (obojętnie jakiego, ja użyłam sockeye, ale może być nawet z puszki),
  • sól i pieprz,
  • 1 por,
  • oliwa z oliwek,
  • 3 gałązki zielonego selera,
  • 75 ml śmietany (heavy cream), 
  • 1 kg ziemniaków, 
  • trochę masła,
  • trochę (50 ml) mleka

Posolonego i popieprzonego łososia pieczemy przez 10 minut w temperaturze 400F (wcześniej natłuszczamy go oliwą z oliwek). W tym samym czasie podsmażamy pokrojone na drobno selery i por. Smażymy tak, aby się nie przypaliły (por łatwo się przypala). Ziemniaki gotujemy na miękkie. 
Łososia należy pociąć na małe kawałki i włożyć do naczynia żaroodpornego. Dodajemy śmietanę, seler i por. Mieszamy.
Ziemniaki miksujemy z mlekiem i masłem na taką dość klejącą masę. Zalewamy tą masą łososia i warzywka (nie przykrywamy naczynia) i pieczemy przez 35 minut w temperaturze 375F.
Ja podałam z zielonym groszkiem (ale nie z mushy peas!)
Pycha.

poniedziałek, 16 lipca 2007

Weekend należał do tych bardziej mokrych. Znowu lało. W niedzielę kończyłam więc stronkę koleżanki Marty, a wieczorem poszłam na Harrego Pottera. Poraz kolejny utwierdzając się w przekonaniu, że Harry Potter jakoś mnie nie kręci. I do tego z miłego chłopca przemienia się w wyrośnietego, brzydkiego nastolatka. Dobrze, że została jeszcze tylko jedna część...

Sobota była bardziej interesująca. Wybrałam się bowiem z koleżanką na zajęcia z gotowania i pieczenia. Takie zetpety dla dorosłych. Mamy tu w Houston sklep, który nazywa się Central Market. W tym sklepie właściwie można znaleźć wszystko. Zaczynając na polskim twarogu, a kończąc na krzyżówce kalafiora z brokułem. Chodzę tam czasem do tego sklepu, ale nie za często bo dostaję szału z powodu korków wózkowych w ciasnych alejkach. Otóż sklep ten ma bogate zaplecze na górnym piętrze, w którym to odbywają się lekcje gotowania. Moja sobotnia lekcja dotyczyła wszystkiego z czereśniami. Zajęcia trwają 2 godziny i odbywają się właściwie każdego dnia. Tematy przewodnie są różne: sushi, salsa, chleb... My wybrałyśmy czereśnie, bo któż nie lubi czereśni? No więc przyszłyśmy. Było nas 20 babek. Starsze, młodsze, ale głownie starsze. Ja byłam najmłodsza. Najpierw jak to w Ameryce, musiałyśmy podpisać papierek, że jak ktoś na mnie wyleje wrzątek to nie będę ich sądzić, a potem zaczęliśmy. Pani Mistrzunio Patelni wyglądała trochę dziwnie. To znaczy wyglądała normalnie, ale założyła sobie na czoło taką chustko-opaskę coś w stylu Rambo i wyglądała mówiąc krótko dość niepoważnie. Najpierw, jak to w Ameryce bywa, zaczęła opowiadać o swojej rodzinie i ostatnich wakacjach (byli wraz z mężem w Nowej Zelandii). Potem poczęstowała wszystkich kawusią. To znaczy wydała rozporządzenie kuchcie, aby ci zapodali nam kawę. Potem wyłożyła tak zwaną kawę na ławę czyli powiedziała co i jak.

Zasady były proste. Robimy 5 dań, dzielimy się więc na 5 grup czteroosobowych, każda grupa dzieli się na 2 pary i każda para przyrządza swoje danie. Ja w związku z tym, że nie jestem deserowym mistrzuniem patelni wepchałam się do grupki robiącej cobbler. A do wyboru było: węgierska (???) zupa czereśniowa (chłodnik) z bitą śmietaną, sałatka z migdałami mi czereśniami, schab w sosie porto-czereśniowym z kaszą jęczmienną z boczkiem i suszonymi czereśniami, cobler czereśniowy z lodami migdałowymi. Tak więc gotowaliśmy sobie przez jakąś godzinę. Dowiedziałam się między innymi, że źle rozrabiam ciasto (cyt- palcami trzeba, a nie całymi dłońmi) i że maszyna do robienia lodów jest świetna do robienia mrożonej margarity. Cobler wyszedł nam nawet niezły. Po godzinie wąchania zapachów i plotkowania wszyscy zasiedli spowrotem do stołów i kuchta zaczęła nam serwować to co przygotowaliśmy. Najpierw węgierska (???) zupa czereśniowa (chłodnik) z bitą śmietaną, potem sałatka z migdałami i czereśniami, schab w sosie porto-czereśniowym z kaszą jęczmienną z boczkiem i suszonymi czereśniami, a na końcu cobbler czereśniowy z lodami migdałowymi. Wszystko było pyszne oprócz tej zupy, pomimo tego że jestem fanką zupy owocowej i ryżu z truskawkami i ze śmietaną. Ale zupa z bitą śmietaną to jakaś pomyłka. Zjedliśmy, zabraliśmy przepisy i do domu.

A wieczorem zaprosiliśmy gości i zrobiłam powtórkę z zajęć: schab w sosie porto-czereśniowym z kaszą jęczmienną z boczkiem i suszonymi czereśniami, a na końcu cobbler czereśniowy z lodami migdałowymi. Po pracy zeskanuję wszystkie przepisy i wam tu je umieszczę żebyście też mogli sobie zrobić, bo w sumie nie było to zbyt skomplikowane.

update:

- przepis na zupkę czereśniową,

- sałatka z czereśniami i migdałami,

- schabik,

- kasza z czereśniami,

- cobbler,

- lody migdałowe


piątek, 24 listopada 2006
Tak jak obiecałam, przepis na lemon curd. Czy ktoś może wie jak się to tłumaczy na polski?
  • 3 duże cytryny,
  • 1/3 kostki masła,
  • 3 jajka
  • 1 szklanka cukru

Zetrzeć skórkę z cytryn (tylko z żółtej części). Wycisnąć sok z cytryn i przepuścić przez sitko.
Sok z cytryny wlać do garna. Dodać masło i cukier. Czekać aż masło się rozpuści, dodać startą skórkę. Następnie zmniejszyć ogień na najmniejszy z możliwych płomieni. Tak żeby już mniej nie było można. Dodać jajka. Mieszać przez 10 minut do momentu aż cała mikstura zacznie tężeć. Jajka nie mogą się ściąć, bo inaczej całą potrawę diabli wzięli.
Po 10 minutach wszystko wlać do słoika i zakręcić. Taki lemon curd może być przechowywany w lodówce do trzech tygodni.
Ja go używam do tostów, placków, gofrów z twarożkiem, a także do naleśników.

poniedziałek, 06 listopada 2006

Wczoraj śniła mi się krew. Zadzwoniłam do mojej koleżanki i ona mi opowiada, że śniło jej się że ja i Monsz mieliśmy kucharski program telewizyjny. I że w tym programi kroiłam buraki, i xe miałam całe ręce w kolorze czerwonym. Hmmm...
Dzisiaj bedzie o jedzeniu.
Parę osób pytało się o przepis na wołowinkę, więc podaję.
Podaję wam w funtach, to sobie przeliczcie. Podaję też w ilościach takich jak my robiliśmy, jeśli ktoś chce mniej to musi sobie obliczyć z proporcji. Jak ktoś ma problemy z proporcjami to mogę pomóc. W końcu było się w mat-fizie.
4 funty wołowiny na gulasz,
2 główki czosnku,
pieprz czarny zmielony,
2 gałązki rozmarynu,
butelka czerwonego wina. (Zaznaczam, że ta butelka to właśnie na 4 funty mięsa).
Potrzebujemy żaroodporne naczynie. Każdy kawałek mięsa obtaczamy w czarnym pieprzu (ale tak porządnie, a nie słabo). Układamy warstewkę mięsa w naczynku. Potem kładziemy na to pięterko 2 ząbki czosnku. I tak powtarzamy aż ułożymy całe mięso. Następnie wciskamy gdzieś ten rozmaryn i zalewamy wszystko winem. Jeśli ktoś nie ma pokrywki to należy takie naczynie szczelnie opatulić folią aluminiową.
Wstawiamy do piekarnika i nastawiamy na 450F (230C). Czekamy aż wino zacznie wrzeć. Jak już zacznie to zmniejszamy temperaturę do 300F (150C) i nastawiamy zegarek na 3 godziny. Teoretycznie wszystko powinno się piec 6 godzin. Ale co wam będę ściemniać. My piekliśmy przez 3, a potem zostawiliśmy to naczynie na noc bez wcześniejszego otwierania i zaglądania, a tym samym wypu(szczania) ciepła. I tak się ukisiło przez całą noc. Podawaliśmy z ziemniakami zapiekanymi w mleku. Goście byli zachwyceni...


wtorek, 19 września 2006
W związku z tematem na czasie proponuję wszystkim sałatkę szpinakową bez bakterii e coli. Potrzebujemy:

Szpinak, wędzony łosoś, czerwony grejpfrut, suszone żurawiny, orzechy włoskie, pieprz, dressing do sałatek - najlepiej malinowy.

Właściwie to należy tylko nadmienić, że kawałki grejpfruta trzeba powyciągać z tej błony. Reszta jest chyba jasna- wszystko wymieszać i popieprzyć.

Smacznego.

niedziela, 13 sierpnia 2006
przepis na ciasto mojej siorki:

3 jajka
1.5 szklanki mąki
1 cukier waniliowy
1.5 lyżeczki proszku do pieczenia
szczypta sody
1 szklanka cukru
3 czubate lyżki kakao
2 lyżki oleju
polówki śliwek (najlepiej węgierek, bo inne czasami mają za dużo cukru)

najpierw wymieszaj jajka z cukrem waniliowym i zwyklym, później dodaj szklankę mąki, w połówce drugiej szklanki wymieszaj proszek do pieczenia i sodę, no a poźniej dodaj olej. rozlej pól ciasta na blachę, a do drugiej polówki dodaj kakao, zmiksuj i rozlej na blachę. ułóż śliwki.
wstaw do pieca na około 45 minut (temperatura chyba coś koło 375 F).
jakieś pytania?
acha później posyp cukrem pudrem





środa, 12 lipca 2006





Na polskie upały oprócz pifka polecam salsę z chipsami. Nie jestem fanem czipsów tak generalnie, ale moją własną salsę bardzo lubię i dodam, że cieszy się ona niezłym wzięciem. Nie tylko podczas upałów zakrapianych pifkiem, czy też margaritą. Przepis ten został mi sprzedany na ... Alasce.

Wersja nr 1 - męska:

- pomidory i cebula posiekane w bardzo drobną kostkę, (proporcje 4:1 - nie za dużo cebuli, bo potem śmierdzi z buzi),

- posiekane liście kolendry,

- sok z limonki lub z cytryny (limonka lepsza, ale cytryna też może być),

- posiekane, swieże jalapenio - Nie za dużo! (jeśli ktoś nie ma to można zastąpić suszonym czerwonym chile- nie wiem dokładnie jak to się po polsku teraz nazywa, ale wiem że jest w pizzeriach, więc pewnie wiecie o co mi chodzi),

- sól do smaku,

Wersja nr 2 - damska (ale jakże lubiana przez mężczyzn):

- wszystko to samo co w wersji nr 1 plus posiekane mango (jeśli się nie ma mango to można zastąpić arbuzem - smak oczywiście inny, ale też dobre). Polecam to pico de gallo nie tylko do piwa i chipsów, ale także do jajecznicy na niedzielne śniadanie. Pycha!


czwartek, 01 czerwca 2006
Na letnie dni proponuje Granitę: 4 - 5 grejpfruty, jeden ananas, 1 limonka albo cytryna. Ale lepiej limonka. Wycisnąć sok z grejpfrutów i przecedzić przez sitko, wycisnąć sok z ananasa i przecedzić przez sitko, wycisnąc sok z limonki i zgadnijcie co ? przecedzić przez sitko. Wszystko wymieszać i wlać do żaroodpornego naczynia. Wsadzić do zamrażalki na kilka godzin i jeść (jak lody).
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston