wired

czwartek, 20 marca 2008
Parę miesięcy temu, kolega Guma (aka Milioner) poprosił mnie o pomoc w eksporcie pewnej zabaweczki dla swojego synka (przynajmniej tak twierdził). Zabaweczka wydawała mi się wtedy cholernie zaawansowanym technicznie dziełem. Zresztą zobaczcie sami. Guma miał nawet nakręcić podobny film, ale czekam już tyle miesięcy i zaczynam wątpić.
Nie wspomniałabym o tym, gdyby nie fakt, że ostatnio podobna zabaweczka nachodzi mnie po nocach. Jak już gdzieś tam wspomniałam, ostatnio bardzo dużo śnię. Niekoniecznie o Sawyerze z Zagubionych. Te sny należą do tych z gatunku tych bardziej creepy, ale mimo wszystko bardzo ekscytujących.
Czy słyszeliście już o BigDog (koniecznie obejrzyjcie filmik)? Po długim oglądaniu można odnieść wrażenie, że zabaweczka jest tak ludzka, że równie dobrze mogłoby to być na przykład dwóch facetów przykrytych jakiś płaszczem czy kocem.
Przydałby mi się taki wielki karaluch do noszenia zakupów. Albo do jeżdżenia po górach na przykład w takim Egipcie czy innym Grand Canyonie. Niestety, jak narazie karaluch planuje zadomowić się tylko u United States Army, Navy i Marines (więcej na stronie Boston Dynamic).




Myślę, że Guma może zacząć już zbierać na kolejny gwiazdkowy prezent dla 'dzieci'.
czwartek, 23 sierpnia 2007
W Stanach podobnie jak z telewizją, istnieje także problem z radiem. Cieżko jest znaleźć dobrą stację, która zaspakaja nas w conajmniej 60%. W Polsce taka stacją była dla mnie Trójka, chociaż nie uważam się za trójkowego maniaka.
Obecnie na żywo słucham NPR, ale tylko i wyłącznie pomiedzy 7.00 a 7.30 rano i czasem jak wracam późno z pracy słucham paru audycji takich jak: All Things Considered czy też Byyyyyyyyznes News.
W niedalekiej przeszłości słuchałam podcastów między innymi z NPR. Ściągałam je sobie z internetu i słuchałam w pracy. Z podcastów słuchałam: Books, Business Story of the day, World story od the day, a także NPR Shuffle.
Ale generalnie NPR trochę mi się przejadło. Wieje od niego jesienną deprechą. Wszystkie historie są owiane jakimiś dramatami. Nie za dobrze jest słuchać tych smutów przed pracą. Oj nie za dobrze.
Nie że nie współczuje dziadkowi, który stracił dom podczas Katriny czy też dziewczynce, która mieszka w Afryce i nie ma rodziców, czy też amerykańskiem kierowcy tira, który pojechał do Iraku. Współczuję. Ale wygląda na to, że NPR w 90% przedstawia sprawy w takim właśnie tonie.
Nie narzekam, bo w końcu radio to ma jakąś tam misję, która chce spełnić i co tu dużo mówić- życie nie jest lekkie. Nie narzekam. Po prostu nie słucham za dużo.
Dlatego ostatnio ograniczam słuchanie NPR do All Things Considered i SoundClips, które polecam.
Oprócz NPR słucham także najlepszej stacji muzycznej jakiej kiedykolwiek miałam okazję posłuchać, a mianowicie KEXP org. Można słuchać online.
Słucham też paru innych podcastów, o których pisałam już wcześniej. Przeprosiłam się nawet z Polskie Detroit, które chyba się poprawiło (albo mi się pozmieniało).
Do listy moich podcastów ostatnio dołączył ten, który kilka dni temu doprowadził mnie do ataku śmiechu w godzinach pracy. Chodzi mi o program This American Life z Chicago Public Radio.
Program ten przedstawia różne historie. Historie te ukazane są w kilku aktach. Przedstawiają one jak się można domyślić American Life.
W ostatnim odcinku Detectives przedstawiono historie osób, które albo takimi detektywami były, albo chciały by być.
Prywatni detektywi jak się okazuje mają różne sprawy do rozszyfrowania- zaczynając na zdradzających żonach czy dziewczynach, a kończąc na odnalezieniu tego, który w domu zamiast papieru toaletowego używa białego ręcznika do rąk i który jak się później okazuje je kukurydzę.
This American Life jak to Inżynier zwykł powiadać jest właśnie takim programem 'i do smiechu i do łez' i na skali zaspokajania myślę, że dałabym mu nawet 90%.
poniedziałek, 04 czerwca 2007
Od miesiąca chodzę na kurs Flash-a. Flash-a zawsze chciałam się nauczyć. Nie łudzę się, że nagle ni z tego ni z owego zostanę jakimś designerem, po prostu chciałam się nauczyć.
Kurs trwa dwa miesiące. Trzy godzinny tygodniowo na Uniwersytecie Rice.
Jakoś tam sobie radzę, ale nie powiem żeby było lekko.
Zacznę od samych zajęć. Klasa, w której odbywają się zajęcia jest fantastyczną klasą komputerową. Być może w dzisiejeszych czasach wszystkie klasy są już właśnie takie, ale nie sądzę, bo kogo się nie zapytam to mówi mi że tak nie jest.
Otóż klasa ma 6 rzędów z ławkami. W każdym rzędzie są cztery komputery. Każdy komputer ma płaski monitor. Pomiędzy pierwszym i drugim, a także trzecim i czwartym jest dodatkowy monitor. Na tym monitorze ogląda się wszystko co robi w danym momencie nauczyciel. I to, oprócz ergonomicznych krzeseł, w których sobie na tych zajęciach siedzimy podoba mi się najbardziej. Każdy z wadą wzroku powyżej -1 przyzna, że jest to fantastyczny pomysł. Nie ma żadnych projektorów, nie trzeba się wykłócać, że jest nieostro. No i do tego nauczyciel nie siedzi na gadu gadu i nie flirtuje.
Nauczycielka pochodzi z Iraku. Przyleciała do Stanów jak miała 8 lat. Ma zasłoniętą głowę. Pierwsze co przyszło mi do głowy to, że FLASH i zakryta głowa jakoś tak nie idą w parze. Bo przecież FLASH, marketing, migające bzdury i Internet są takie jakby to powiedzieć- zachodnie. A tu proszę, jak bardzo pozory mylą. Patrzę się na nią i nadziwić się nie mogę jak bardzo zachodnia może być ta zakutana pani. Cholernie mi się to podoba.
Uczniów jest 12. Summer*- pracuje w firmie designerskiej, Greg ma swoją własną firmę, Ken pracuje w help desk-u i twierdzi że teraz każda firma wymaga aby pracownik help desku znał FLASH więc się zapisał. James zapisał się, bo chce wiedzieć czego może wymagać od swoich pracowników (niezły koleś- tak zwane tłuste paluszki- zarywa do panienki z rzędu za mną). Ann też jest jakimś tam grafikiem i Ian z dredami też. Właściwie wszyscy. Tylko ja jedna nie. Generalnie, jako analityk finansowy jestem tam od czapy.
Pierwsze lekcje były dość załamujące. Postanowiłam, że będę siadała z tyłu żeby nikt mi nie zaglądał na monitor, bo było mi po prostu głupio, że jestem takim beztalenciem graficznym. Jak to jest, że jedni jakoś wyczuwają te kolory, kształty i generalnie mają jakiś tam smaczek, a inni nie? Jak to jest, że taki na przykład Inżynier Luzak potrafi narysować wszystko co sobie wymyśli, a ja potrafię jedynie narysować oś X i Y? No jak?
Pierwsze zadanie domowe- prosta animacja. Myślę sobie- zrobię dokładnie to co robiliśmy na zajęciach żeby pokazać, że pamietam. Wszyscy wymyślili sobie tak samo, tylko że lepiej. Jakieś drzewka, które rosły sobie, ptaszki latają, wschód i zachód słońca i wszystko tak pięknie narysowane, że aż się płakać chce.
A ja nad swoim zadaniem siedziałam ponad dwie godziny i jedyne co mi wyszło to jakaś kulka, która się toczy z jednego kąta w drugi i pojawiają się jakieś napisy. Ż e n u a. Nie pokazałam swojego zadania domowego. Powiedziałam, że zapomniałam zabrać pliku.
Kolejne lekcje były już trochę lepsze. Używaliśmy zdjęć, więc właściwie nie było widać różnić w posiadaniu lub nieposiadaniu talentu. Teraz robimy klipy filmowe i tu wypadam już znacznie lepiej, bo jakoś chyba szybciej łapię. Ale jak trzeba coś narysować (na przykład krople deszczu)- to załamka. Pocę się i nic. Wychodzi mi bardziej zamieć śnieżna niż deszcz.
Tak więc chodzę sobie w każdy czwartek. Wracam do domu autem wieczorową porą. Temperatura 27C, otwarte okno, gra Ghostland Observatory. Wjeżdżam na 59N i marzę o tym, że w następnym życiu będę mieć taki talent, że wszystkim oczy wyjdą...


PS - Jakby ktoś kiedyś chciał aby mu zrobić stronę, na której kulka toczy się z lewa na prawo, albo nawet z prawa na lewo to mogę zrobić... Zapewniam, że nikt nie będzie miał podobnej strony.


* - wszystkie imiona są nieprzypadkowe



update:
a tu pierwsze zadanie domowe, tu mały postęp
. Tu znajduje się pierwsza stronka, a tu taka już bardziej sensowna (aczkolwiek uważam, że pierwsza jak na pierwszą też nie jest zła).
środa, 09 maja 2007
Czy ktoś z was używa?

Ostrzegam, że nie wiem czy to to nadaje się do oglądania w pracy. Tzn teoretycznie się nadaje, ale praktycznie wiadomo jak jest.


poniedziałek, 27 listopada 2006
Zainstalowałam sobie nowy program do przeglądania statystyk. Poprzednio używałam Stat4u, ale jakoś miałam po prostu ochtę na wypróbowanie czegoś innego i wymieniłam stat4u na Countomat. Nie jestem w stanie jeszcze się wypowiedzieć czy jest to serwis lepszy, czy gorszy. Narazie nie narzekam i na dzień dzisiajszy countomat podoba mi się bardziej.
Przeglądałam ostatnio keywords dzięki, którym niektórzy trafiają na mój blog. Orócz takich oczywistych typu Houston, emigracja i kowbojki, trafiło się kilka rarytasików. Oto one:
Rebekka Guoleifsdottir, amway, ostatnie huragany, efekt cieplarniany, spinki do koszuli, bekanie, wnętrze samolotu zdjęcia (terrorysta?), skaczące pająki, wykorzystanie bakterii przez cz (?), gumniaki, co to jest efekt cieplarniany (ktoś nie wiedział?), Jezus Królem, przepis na bardzo dobry makowiec, lody domowej roboty, plażowicze, jak umarł łowca krokodyli, konie zabawkowe, mycie głowy i masaż praca, czy lubisz na bosaka chodzić po górach (nie lubię), chciałbym się obudzić następnego ranka, ugryzła mnie meszka, jak budować szklarnie, proszek mango, kroki do foxtrota, fajne ubrania na siłownie (ktoś musiał się bardzo rozczarować, bo ja właśnie pisałam o tym, że na siłowni wyglądamy z Menszem bardzo niefajnie, jak zdjąć ubrania ze zdjęć (zboczeniec), inne nazwy koloru brązowego (sraczkowaty?), "wrzuciłes list do skrzynki" i moje ulubione - zachecam przyjaciela do przeczytania pana kleksa -list i ... sex z krową (pozostawię to bez komentarza)...
Ciekawe jakie keywordy kierują ludzi na blog Gumniaka?
18:39, hjuston , wired
Link Komentarze (9) »
niedziela, 26 listopada 2006
Czy często myślicie o śmierci?
Ja czasem myślę. Głównie o tym gdzie i jak chcę być pochowana. Nie bardzo mogę rozmawiać na ten temat z Menszem, bo on się wkurza jak rozmawiamy o śmierci. Nawet jak chcę mu powiedzieć, że życzę sobie abym była skremowana. Tak więc piszę to tu i teraz , na oczach 150 unikalnych gości mojego bloga dziennie. Jakby ktoś chciał mnie gdzieś kiedyś pochować to proszę się sprzeciwić i nalegać, że przecież chciałam aby mnie skremowano.
Mój pierwszy chłopak powiedział mi kiedyś, że jakby mnie skremowano to nasypałby mnie do solniczki i powoli zjadłby moje prochy. Wtedy, te 14 lat temu  wydawało mi się to dość romantyczne, ale potem, jak trochę podrosłam to już mniej...
Czytałam ostatnio w gazecie o firmie Vidston, która podobnie jak pracownicy łódzkich szpitali robi kasę na umarłych. Za jedyne $1999 można sobie zakupić proszę ja was panel, który jest wodoodporny, i który ładuje się bateriami słonecznymi. No ale co można robić z takim oto panelem na cmenatrzu? Otóż panel ten to taki telewizorek, na którym można sobie obejrzeć 10 minutowy filmik, czy też pokaz slajdów o zmarłym.
Do panela można podłączyć słuchawki żeby nie obudzić sąsiadów. I tak się stoi, ogląda i rozmyśla.
Pierwsze panele można będzie zakupić już w grudniu.
Co byście chcieli zostawić po sobie w takim panelu?
czwartek, 26 października 2006
Jakość mojego życia w pracy się ostatnio trochę podniosła. Podniosła się dlatego, że w końcu zaczęłam robić użytek z mojego ipoda i przeprosiłam się z nielubianym przeze mnie itunes.
Zapisałam się bowiem do paru podcastów. Różnych. Economist, NPR, KEXP, Trójki i paru innych. No i słucham sobie w pracy na bieżąco. Słucham wywiadów z Lepperem, opowieści o psie który był uzależniony od ssasia ropuch (polecam, można także posłuchać online, naprawdę śmieszne) i inne takie.
Mam niby radio w pracy, ale radia w Stanach raczej słuchać się nie da (oprócz NPR i KEXP z Seattle). A teraz słucham sobie tylko perełek i czas leci o wiele szybciej.
Przeprosiłam się z Itunes, bo zaczęłam używać tego programu właśnie do kontrolowania tych podcastów. ITunes dokładnie wie, które podcasty już przesłuchałam i kasuje mi je z ipoda. Nie trzeba się wtedy zastanawiać, które się już przesłuchało, sprawdzać daty itp.
Jeśli ktoś z was zna jakieś fajne podcasty, to proszę o podesłanie.

piątek, 16 czerwca 2006
Jeśli chcesz zobaczyć jak wygląda Twoja strona jako graf. Spróbuj tu.
Nie bardzo wiem co o tym myśleć, wydaje mi się to trochę słabe i prawdę mówiąc dziwię się, że komuś się chciało marnować czas na tworzenie takiej bzdury. Moja wygląda tak:



15:14, hjuston , wired
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 29 maja 2006
Polecam bardzo ciekawy artykuł dla tych, którzy zastanawiają się nad różnicami pomiędzy Google’s AdWords i Yahoo! Search Marketing.
16:02, hjuston , wired
Link Komentarze (4) »
środa, 03 maja 2006
Ostatnio zaczęła wkurzać mnie ilość blogów, które czytam. To klikanie tu i tam. Sprawdzanie czy ktoś tam nie napisał czegoś nowego. No więc może niektórzy z was już używają, ale może nie więc pragnę polecić. Otóż zapisałam się do bloglines, w którym można dodać wszystkie blogi które się czyta i jak tylko coś nowego się w tym blogu pojawi to pokazuje ci się tam wiadomość. No więc ja sobie wchodzę i widzę – ooo ten i ten ma nowy post. Klikam i czytam. Wszystko pięknie z jednej strony...A nie z pięćdziesięciu...
Jutro jednak przestanę już tego używać, gdyż jutro dostanę mój nowy komputerek a w makusiach przeglądarka Safari ma już taką opcję, że tak powiem wbudowaną.
21:25, hjuston , wired
Link Komentarze (3) »
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston