sea, sex and sun

środa, 10 marca 2010
Po 2 latach odnowiłam swoje członkostwo w YMCA (teraz zawsze kiedy myślę o YMCA przypomina mi się ten klip), bo w przeciwieństwie do niegrzecznych mamusiek narzekających na brak płaskiego brzucha wierzę, że po urodzeniu dziecka można znowu mieć płaski brzuch i nie mieć cycków jak to ktoś tam ujął- jak jamniki czy jakoś tak. Wystarczy tylko się uprzeć, bo wiadomo że samo się przecież nie zrobi. Myślę, że mój brzuch, któremu do płaskiej deski jaką miałam kiedyś niestety brakuje, jest tylko i wyłącznie moją winą i moim lenistwem. Taka prawda.
Pomimo tego, że na nic nie mam czasu, za namową Matyldy, postanowiłam odnowić swoje członkostwo w YMCA. Oczywiście nie liczę na to, że za miesiąc będę miała rozmiar 36 i pewnie znając moje 'szczęście' jak już schudnę to pewnie znowu szybko zgrubnę, bo czas zacząć myśleć o drugim skrzacie.
W każdym bądź razie YMCA ma sporo zajęć dla tych, którzy nie potrafią się spiąć i zapierniczać na siłowni i potrzebują kogoś kto im będzie dyrygował co i jak. Tak więc postanowiłyśmy się zapisać na Zumbę.
Świetna ta zumba i muzyka, przy której się ćwiczy. No i dawno się tak nie spociłam. Niezły wycisk. Pani instruktorka jest we wczesniej ciąży (mam nadzieję, że jak urodzi to nie pójdzie na długi urlop macierzynski hehehe). W grupie była także jakaś 80 letnia babcia ubrana w czarne leginsy, a na nie różowe getry z lat 80-tych. Klasyk!
YMCA ma nowe child care, w którym można zostawić dziecko i iść się pocić, a potem nawet brać 30 minutowy prysznic. Problem jest tylko taki, że moje dziecko strasznie płakało i po 30 minutach ćwiczeń wyciągnięto mnie z sali bo dziecko nie dało się uspokoić. Nie wiem o co poszło. Może było zbyt tłoczno? Może starsze dziecko nie dało wejść do samochodzika? Nie wiem. Córka koleżanki płakała 5 razy, aż w końcu teraz płacze jak ma iść do domu.
Jutro idziemy znowu, licząc się z tym że być może będę musiała po 5 minutach wrócić, bo Franek nie będzie chciał tam zostać. Będę próbować - w imię płaskiego brzucha hehe.
wtorek, 19 maja 2009
Czerwiec to mój ulubiony miesiąc. Głównie dlatego, że obchodzę wtedy urodziny. Już niedługo czerwiec będzie ulubionym miesiącem wielu nowych hjustończyków. 
Okazuje się, że sporo przyszłych mam będzie rodzić właśnie w czerwcu, a houstońscy lekarze spodziewają się nawet lokalnego mini baby boom. Ciekawe ile z tych nowo narodzonych dzieci zostanie nazwane Ike?
Co można robić po huraganie, w 4 milionowym mieście, w którym przez kilka tygodni nie ma prądu, telewizji i interku? Co robili mieszkańcy Houston? Odpowiedź jest prosta- uprawiali seks bez zabezpieczenia. (Ja nie uprawiałam, bo mi nie wypadało, bo byłam uchodźcem u znajomych).
piątek, 13 marca 2009
Zaczęła się przerwa wiosenna znana jak można się domyślać jako Spring Break. Ania K jakiś czas temu pisała u siebie na blogu o tym jak to ją ostatnio zszokowała liberalna i wyzwolona Europa, bo na lotnisku w Monachium jest ponoć Seks Szop, w którym sprzedają gadżety cytuję 'końskich rozmiarów' i ją to poraziło w oczy.
No i tak się zastanawiałam nad tym czy ta Ameryka rzeczywiście jest aż taka pruderyjna? Owszem, na basenach i kempingach prysznice zasłonięte są podwójną kotarą i starsze Amerykanki nie pokazują zbyt wiele ciała. NO ALE- młode Amerykanki są moim zdaniem mistrzyniami pokazywania tego i owego i temat seksu jest im raczej nie obcy. Ciekawe, że na starość im się tak bardzo zmienia ...
Taka na przykład Spring Break. Czy w Europie jest gdzieś podobna tradycja? Czy jeździ się na Spring Break z nadzieją, że jakaś pijana do nieprzytomności dziewczyna pokaże wszystkim co ma pod koszulką i nawet 'pozwoli' nagrać się na video?  Generalnie jak się jedzie na Spring Break do South Padre na przykład, to wiadomo po co się jedzie. Oczywiście nie wszyscy jeżdżą na takie imprezy. Kujony ponoć zostają w domu. (Zostają i dzięki temu nie mają aż tyle długów).
Byłam kiedyś w South Padre na Branch Managers Meeting. Pracowałam w firmie, w której mężczyźni stanowili większość więc zadecydowali, że na warsztaty pojedziemy właśnie tam. Nie pozwolono im właśnie ze względu na Spring Break. Podobno wyjazd w to miejsce i w tym okresie mógł zakończyć się niejedną sprzeczką małżeńską. Widać więc, że wszyscy wiedzą o co chodzi.
Pojechaliśmy więc po Spring Break. Pamiętam, że wypiliśmy dość sporo Hammerhead Cocktails i moja przyjaciółka przejechała swojego późniejszego męża samochodzikiem do golfa. Fajnie było, ale niestety nie miałam okazji zobaczyć na własne oczy Spring Break Madness. A szkoda ...
Może ktoś z was miał okazję? Zapraszam do podzielenia się wspomnieniami.

PS- South Padre Island to takie nasze teksańskie Lauderdale. Woda jest błękitna, jest ciepło- żyć nie umierać.

Na zakończenie FILMIK

wtorek, 24 lipca 2007
Wystarczy chcieć bardzo mocno i może ci się spełni. Ja na przykład bardzo mocno chciałam mieć dostęp do basenu. Basen w Houston to konieczność. Bez basenu nie da się przeżyć lata.
Baseny mają nie tylko bogacze z River Oaks , ale także ci biedniejsi z apartamentów na peryfieriach Houston. My basenu, ani dostępu do basenu nie mamy. Natomiast wiele domów w Houston ma baseny. Najczęściej takie małe brodziki gdzie raz tylko można machnąć ręką albo nogą i na tym kończy się frajda. Nie rozumiem dlaczego ci ludzie w ogóle budują takie baseny? Ma ktoś z was może taki? Jak dla mnie jest to szczyt bezsensu i niepotrzebnego wydatku. No ale może ci ludzie nie umieją pływać i dlatego budują sobie właśnie takie domy z właśnie takimi basenami...
W zeszłym roku na ten przykład kąpałam się może z 5 razy. Załamka totalna. Mieszkam przecież w tak zwanych ciepłych krajach, a nawet nie mam gdzie popływać. Tak więc raz byłam w Barton Springs i parę razy u kolegi w basenie. I to wszystko. Na basen publiczny nie chodzę, bo strasznie tam jest ciemno i szaro. Poszłam raz żeby się zapisać to wydawało mi się, że jestem w jakiejś kopalni, więc się nie zapisałam.
Do Water Parku nie mam z kim jeździć bo Monsz twierdzi, że nie będzie pływał w jakichś tam siuśkach teksańskich dzieciaków. Mi osobiście to nie przeszkadza, no ale nie mam z kim jechać więc nie jeżdżę. Na szczęście znalazłam ostatnio zainteresowaną koleżankę, której chłopak ma podobne do mojego Mensza zdanie, więc może będę miała z kim jechać.
Do Galveston nie jeżdżę, bo (pozwolę sobie tu zacytować Tyma) to syfnia. Ostatnio jeden facet spotkał się tam z paciorkowcami typu A, co grozi nekrotycznym zapaleniem powięzi.
"Nekrotyczne zapalenie powięzi jest stosunkowo rzadko występującym zapaleniem tkanki podskórnej o mieszanej etiologii bakteryjnej, obejmującym powięź oraz otaczające tkanki. Martwica tkanek powstaje na skutek niedokrwienia wywołanego zakrzepicą naczyń podskórnych. Infekcja na ogół rozwija się u osób z zaburzeniami odporności powstałymi na różnym tle. Z uwagi na gwałtowny przebieg zakażenia, choroba często kończy się zgonem. Wczesne rozpoznanie, natychmiastowa interwencja chirurgiczna oraz zastosowanie antybiotykoterapii ma decydujący wpływ na rokowanie. Artykuł przedstawia współczesne poglądy dotyczące etiopatogenezy, przebiegu i leczenia nekrotycznego zapalenia powięzi".
O nekrotycznym zapaleniu powiezi pisał także na swoim blogu Inżynier Luzak .
No ale do czego zmierzam. Zmierzam do tego, że chciałam sobie jakoś znaleźć ten basen, tylko nie wiedziałam jak. Mam kolegę (o którym byc może już kiedyś wspominałam), który chodzi na cudze baseny na tak zwany krzywy ryj. Zdobył sobie skądś kody do bram w pobliskich apartamentach, ma notesik z tymi kodami i sobie jedzie, udaje, że tam mieszka, schnie na leżaku (wszystkie baseny mają leżaki), wsiada do samochodu i wypoczęty i opalony wraca do domu. Mi niestety brakuje odwagi na taki krzywy ryj, ale przyznam szczerze, że kolegę podziwiam z całego serca.
No ale, żeby nie było że mi wiatr w oczy wieje, wczoraj odmienił się mój los. Stałam sie bowiem posiadaczem tajnych kodów do apartamentu koleżanki. Zaproponowała, że mogę sobie przychodzić kiedy chcę. Popływać, wyschnąć, opalić się i spływać.
Ogłaszam więc sezon letni 2007 za otwarty!
sobota, 26 maja 2007
Jako że ogladam ostatnio sporo stron we Flashu, udaje mi się czasem znaleźć ciekawe rzeczy. Dla tych, którzy lubią muzykę i seks polecam reklamę. Bardzo dobrą reklamę. (Odradzam jednak oglądanie w pracy albo w kościele).
Jak dla mnie ta pioseneczka mogłaby zostać hitem lata 2007.

środa, 15 listopada 2006

Dawno, dawno tem obiecałam Menszowi, że zabiorę go na masaż do spa, do którego chodzę na zabiegi upiększające. (To znaczy takie tam zabiegi- chodzi o wosk).
W zeszłym tygodniu mięliśmy lekki zapierdzielek tu i tam, więc zrobiłam mu niespodziankę i zarezerwowałam masaż dla par. Uprzedzam od razu złośliwe pytania od Gumniaka- chodziło o masaż reraksacyjny (szwedzki), a nie jakiś tam erekcyjny.
Pojechaliśmy. Ja byłam tam na masażu wcześniej. Gdy dostałam amerykańskie obywatelstwo pracownicy z poprzedniej pracy wykupili mi tam taki pakiet w prezencie. Był tam także masaż. No ale nie wspominałam go za dobrze, bo kobieta (Amerykanka) która mnie masowała gadała przez 50 minut. To znaczy opowiadała mi o tym jak jej się podobało życie na Węgrzech podczas komunizmu. Kobieta ta już tam nie pracuje.

No ale wracam do rzeczy. No więc przyjechaliśmy. Monsz chichrał już przy wejściu, bo muzyka taka była bardzo zen- cokolwiek to znaczy. Potem sobie usiedliśmy i czekamy. Trzeba było się czymś zająć. Na stoliku leżała tacka z piaskiemi, kamyczkami i małymi grabkami (tak zwany zen garden). Można było sobie pograbić. Podobno bardzo relaksuje. Monsz grabił, ale nie wyglądał na spokojniejszego.
Potem nas zamknęli w pokoju i kazali zdjąć ubrania i położyć się na łóżkach. Każdy na swoim oczywiście. Mnie masowała taka jedna, która kiedyś robiła mi wosk. Nie lubiłam jej, bo wydawała mi się taką jakąś babką, która ma problem z tym że się starzeje i nie lubiła młodszych dziewczyn. No ale, myślę sobie, lepiej żeby masowała mnie niż Mensza, bo pamiętam jaki dała mi wykład na temat owłosionych facetów. Na temat tego jak to ją brzydzą włosy na klacie i plecach i nogach i w ogóle. Że te wszystkie wosy trzeba zamiatać, i że tak się z tych facetów sypie. Mój Monsz nie powiem- włosy ma. I ja mu nie każę depilować na klacie, bo wolę puchatka niż łysego kurczaka. W każdym bądź razie Jędza masowała mnie.
No nie powiem, ręce miała dość sprawne. Musiałam się pilnować żeby nie przysnąć. Nie chciałam zasnąć z dwóch powodów: po pierwsze jak się płaci to lepiej pamiętać, a po drugie bałam się że zacznie ze mnie kapać. Ślina znaczy się. Bo ja mam taki życiowy problem, że jak śpię to dość często leci mi ślina (czy ktoś z was też tak ma?). Bałam się, że będę tam leżała z głową w dół i im tam nakapię. No więc zreraksowaliśmy się jak 150. Monsz po masażu był jakiś taki cholernie wolny. Ja też nie lepsza. Na koniec przynieśli nam szampana żebyśmy byli jeszcze bardziej senni.
To wszystko wydarzyło się w zeszłym tygodniu. A wczoraj przyszła do Mensza karta z salonu spa o następującej treści: X. – thanks so much for visiting X Spa. It was a plesure meeting you, and I hope to see you again soon! Podpisane- Shelly.
Ja takiej kartki nie dostałam. Ba, nie byłam nawet uwzględniona na tej jego kartce. Po prostu skandal.
Jak myślicie czemu?

  • Czy dlatego, że być może nie miałam dokładnie ogolonych nóg i pani Jędza stwierdziła, że jestem tak samo włochata jak ci wszyscy faceci?
  • Czy być może Shelly łudzi się, że poderwie mi Mensza?
  • Czy być może jednak przysnęłam tam na tym łóżku, a nie pamiętam, i nakapałam im strasznie tą śliną z buzi i kwas z mojego żółądka wypalił im dziurę w karpecie...

Proszę o głosy.


niedziela, 15 października 2006
A wczorajszy dzień spędziliśmy na plaży polując na kraby...



wtorek, 23 maja 2006
Proponuję ciekawy test. Mój wynik był dość żałosny 3 na 15...Wygląda na to, że nie potrafię odróżnić zabawek dla dzieci, od zabawek dla dorosłych... 
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston