art

sobota, 03 października 2009
Jakiś czas temu pokazałam wam okolicę, w której kiedyś mieszkałam. Dzisiaj ta sama okolica w wykonaniu mojej dawnej sąsiadki Wendy Wagner. Obraz idze na aukcję, z której dochód przeznaczony jest na Art Leagues Out Reach Program and Lawndale Art Center. Gdybym miała na zbyciu tysiące dolarów to chętnie bym go nabyła, no ale że nie mam to pozostaje mi to małe zdjęcie. Też dobrze.


13:57, hjuston , art
Link Komentarze (9) »
niedziela, 27 września 2009
Tydzień temu, wybrałam się wraz ze szwagierką na sprawdzenie czy Obama został już w końcu skończony. Ostatnim razem w warsztacie Adickesa byłam podczas wizyty blogowej koleżanki z Windy City
Pragnę zakomunikować, że Obama jest już skończony i miewa się dobrze. 
No cóż - moim zdaniem ten Obama z twarzy podobny jest zupełnie do nikogo. Trochę mu chyba nie wyszedł.



03:31, hjuston , art
Link Komentarze (16) »
wtorek, 30 grudnia 2008
Co mają dobrego w tej Anglii oprócz chleba i francuskiego wina? Fotografów mają dobrych. Znacie Carla Warnera?
Wszystko zrobione jest z jedzenia. Ocean z łososia, góry z chleba, stalaktyty z marchewek, choinki z szynki itd. 










Zdjęcia z BBC, a więcej czyli chatki z czosnku, rafę z czerwonej kapusty, domki z sera, daszki z papryki, snopki z kokosów, morze z ryb można zobaczyć TU.
Idę coś zjeść.


21:04, hjuston , art
Link Komentarze (11) »
czwartek, 10 maja 2007
W Nowym Jorku od piątku można zobaczyć wystawę pt: Autopsja Paris Hilton. Gdybym tam mieszkała to z chęcią bym poszła.
Capla Kesting Fine Art ogłosiło także konkurs na nekrolog Paris. 300 słów. Może ktoś z młodych blogowiczów się skusi? Ja już jestem za stara.

13:25, hjuston , art
Link Komentarze (6) »
środa, 31 stycznia 2007
Właśnie wróciłam z koncertu. Grały Kropy. Zydeco Dots. Muzyka Zydeco pochodzi z Luizjany i opiera się głównie na akordeonie i tarce do prania. Zydeco osobiście lubię. Nawet może i bardziej niż reggae czy też Kylie Minogue.
W każdym bądź razie dzisiaj w jednym z pubów grały te Kropy. Proszę sobie wejść na ich stronę i posłuchać o czym mówię.
Zespół, który reklamuje się jako THE HOTTEST PARTY IN TEXAS, ma chyba jedną z najgorszych stron internetowych ze wszystkich możliwych na świecie. Szczególnie chodzi mi o te żółwie, aligatory i raki. Wyobrażacie sobie spotkanie 50 letnich członków zespołu i walkę o to kto będzie żółwiem, a kto krokodylem?
Koncert był rzeczywiście HOT. Tyle tylko, że byliśmy tam najmłodszą publicznością. Reszta około 50-tki. Dosłownie nas troje w wieku około 30 i reszta powyżej 45. Przyznam, że jakoś optymistycznie się doładowałam. Taki koncert daje człowiekowi nadziej na to, że po 30-tce jeszcze nie wszystko stracone i że można się świetnie bawić. Tak przynajmniej bawiły się panie, fanki Kropek.
Kropek było pięć. W każdej z nich inna krew. 3 kropki czarne i dwie białe. Wokal i akordeon (czyli jedna czarna kropka) ubrany był w rozciągnięte spodnie, słomkowy kowbojski kapelusz i hawajską koszulę. Luz na maksa. Biała kropka- czyli gitara- trochę podobny do Zbigniewa Wodeckiego (to znaczy taka jego lepsza wersja), grał w przyciemnionych okularach i popijał piwo. Kolejna czarna kropka grała na basie. Kolejna białą kropa grała na tarce. Taka tarka to porządny instrument. Myśle, że gdybym urodziłą się w Luizjanie to może i mogłabym mieć szanse na zostanie sławną Tarką. Miałabym swój zespół- Kropeczki i zarabiałabym kupę szmalu. Aczkolwiek kropy nie wyglądały na zespół zarabiający kupę szmalu- nawet pomimo tego, że reklamują się jako THE HOTTEST PARTY IN TEXAS. Taka tarka mnie rozczula. Pan, który z wyglądu przypominał misia nieźle na niej zasuwał. 50-letnie panie piszczały i z pewnością zostawiły mu swoje numery telefonów.
Natomiast pan wokal wyglądał trochę jakby był na haju. Przez prawie dwie godziny śpiewał tylko i wyłącznie z zamkniętymi oczyma. Śpiewał o miłości, upale i Południu. Na akordeonie miał wydrukowane swoje imię- Ray Ray- co początkowo błędnie przeczytałam jako Gay Day.
Koncert był imprezą wolną od dymu. Nikt nie przypalał (oprócz Ray Ray-a oczywiście). Wszyscy siedzieli przy stołach, pili piwo i skakali na krzesłach (głównie ci po pięćdziesiątce). No mówię wam, na takie koncerty to można chodzić.
Koncert odbył się w Brudnej Kaczce (myślę, że jest to świetna nazwa na pub w Polsce). Zapowiadała pani cowgirl w dżinsowych spodenkach , kowbojkach i pasku z cekinami. Włosy oczywiście w kolorze blond. Powiem wam kochani, że pomimo tego całego kiczu to darze dużym szacunkiem te panie kowbojki.
Myślę, że tą głodną myślą zakończę te dzisiejsze wywody i udam się na spoczynek. Bo skoro dochodze do takich wniosków oznaczać to może tylko jedno- trochę mi to południowe słońce walnęło do czuba...
05:38, hjuston , art
Link Komentarze (7) »
piątek, 12 stycznia 2007
Nie zdarza mi się tu polecać muzyki, ale dzisiaj zrobię wyjątek. Pisałam już o utworze Wild Cat zespołu Ratatat, który chyba był dla mnie utworem roku 2006. Teraz Wild Cat poszło w odstawku zakochałam się bowiem w zespole Beirut. Nie tylko dlatego, że grają niby muzykę cygańsko -wschodnio - europejską i nie tylko dla tego, że są z Nowego Meksyku, a ja do Nowego Meksyku mam sentyment...
Polecam i proszę napisać czy się wam podobało. Tutaj możecie się zapisać do Podcastu i posłuchać ich live z Seattle (BTW jestem też live z zespołem Ratatat).

06:04, hjuston , art
Link Komentarze (9) »
środa, 03 stycznia 2007
Pisałam poprzednio o tym, że krótki filmik o mojej sąsiadce Wendy Wagner był puszczany na wszystkich listopadkowych lotach Continental. Można ten film teraz zobaczyć na YouTube. Filmik o Wendy można zobaczyć TU.

19:44, hjuston , art
Link Komentarze (2) »
Nie uważam się za osobę, która ma życiowe problemy związane z wielkością biustu. Zawsze wydawało mi się, że miseczka C to dobry rozmiar. Akurat!
Monsz nie poszedł wczoraj do pracy, tylko siedział se w domu i coś tam rzeźbił. Wyrzeźbił TO. Bo wiecie, u nas ciągle jesień i mamy sporo kolorowych liści. Aby zrobić takie zdjęcie potrzebujemy: skaner, liście i w tym wypadku czarną koszulkę. Kładziesz liście na skanerku, przykrywasz czarnym materiałem i cyk. Bardzo mi się to podoba. Jakbym była teraz w podstawówce to miałabym z pewnością najlepszy zielnik w klasie.
No więc przyszłam do domu, Monsz  pokazuje mi tego liścia i mówi tak: no potrzebowałem czarny materiał, ale ta koszulka jest do bani bo białe nitki wystają, no to szukałem jakiegoś innego czarnego materiału. Przypomniało mi się, że masz ten ekstra czarny stanik, pomyślałem że będzie dobry. Ale on jest  taaaaaaaaaaki mały, że też się nie nadaje...
No więc jeśli, któryś z panów zastanawia się jak powiedzieć żonie, że ma za mały biust to polecam metodę na zielnik.

18:54, hjuston , art
Link Komentarze (4) »
czwartek, 19 października 2006

Dziś będzie o auto reklamie i o kobiecym eksponowaniu się w Internecie.

Jak niektórzy z was zapewne wiedzą mam konto na flickr. „Obsługuję” też konto Mensza. W związku z tym, na bieżąco śledzę wydarzenia na Flickr. To znaczy takie tam wydarzenia. Bardziej chodzi o informacje o różnego rodzaju bugach, nowych narzędziach itede itepe.

Dzięki Flickr poznałam też kilka osób. Osobiście i wirtualnie.

W ogóle to zachęcam was wszystkich do otworzenia sobie tam konta, bo Flickr to fajna sprawa. Nie chodzi mi BYNAJMNIEJ o całą tą społeczność wirtualną, ale o to że można tam przechowywać większość zdjęć. Takie zdjęcia łatwiej się później linkuje, nie trzeba znajomym zapychać skrzynek mejlowych itd.

No ale nie o Flickr miało być. Będzie o Rebece.

Powiedzmy sobie szczerze, na sztuce to ja raczej się nie znam. Ale gdy przypadkowo (nazwijmy to przypadkowo, bo chyba na Flickr nie trudno jest się na to nie natknąć) natrafiłam na zdjęcia Rebekki Guðleifsdóttir wiedziałam, że jest tam coś co bardzo mi się podoba.

Rebekka ma 28 lat. (Tyle co ja). Jest spod Bliźniąt (tak jak ja). I mieszka sobie w Islandii – no ja akurat mieszkam w Houston. Rebekka dorastała na Florydzie. Lubi fotografię. Twierdzi, że jest samoukiem i że kilka lat temu zaczęła robić zdjęcia. Głównie sobie. Jej słynne zdjęcie z jabłkiem (pt: "Ewa") wygrało konkurs na najlepszy Autoportret. W rezultacie czego Toyota zaoferowała jej pracę przy kolejnej kampanii reklamowej.

I tak sobie dziewczyna wypstrykała.  Jej zdjęcia moim zdaniem są nie tylko bardzo interesujące. Są również dziewczęce, Grimmowe, leśne i mają to coś w sobie. Chyba chodzi mi o jakiś taki element męskości, czy może bardziej niezależności? Czy może to, że tak do końca nie wiemy gdzie kończy się sen, a gdzie zaczyna się jawa?

Śledzę jej zdjęcia na bieżąco. Być może gdy będę bogata to nawet jakieś sobie kupię i wsadzę w ramkie (szczególnie podoba mi się TO).

Niektórzy pewnie powiedzą, że te zdjęcia są poprzerabiane i że to się nie liczy. Pewnie, że są poprzerabiane, ale dzięki temu udało jej się stworzyć niepowtarzalny styl, którego nigdzie i nigdy przedtem nie widziałam.

Sama się sobie dziwię, że reklamuję wam tu kogoś kogo zupełnie nie znam. No ale po prostu uważam, że warto tam zajrzeć.

Wiadomo, że Rebekka w bardzo nartystyczny sposób sprzedaje po trochu samą siebie. Nie oszukujmy się. Te blond włoski, grzyweczka i te iskry w oczach działają na wszystkich. Zarówno na facetów, jak i na inne dziewczyny. Ale mimo to, wydaje mi się że jest jakąś taką pionierką w eksponowaniu siebie w Internecie w bardzo oryginalny sposób.

Czy jakiemuś facetowi udałoby się odnieść podobny sukces?


04:08, hjuston , art
Link Komentarze (11) »
piątek, 11 sierpnia 2006
Moja koleżanka jest artystką. Maluje, rzeźbi, a także robi jakieś tam animacje. Na początku tak jakoś nie bardzo czułam tę jej sztukę, bo wiedziałam że inspiruje ją Cy Twombly, a na jego temat to ja swoje zdanie już mam wyrobione. Ale tak się jakoś złożyło, że z tą sąsiadką spędzam trochę czasu. Tu winko, tam pizza i plotki, karmienie kanarków, czy też po prostu wiszenie na komputerze. I tak jakoś przy tym wszystkim miałam okazję przyjrzeć się tej jej sztuce z bliska.
Potem były wystawy, pokazy slajdów (na które oczywiście po sąsiedzku jesteśmy zawsze zapraszani). Aż dorosłam do tego, aby zakupić jedno dzieło. Po sąsiedzku, ze zniżką.
Widzę ją każdego dnia jak pracuje w garażu. Naprawdę pracuje. Od 9 rano do piątej coś tam maluje, albo wypala te swoje ryjki w piecu. I widzę także, że te obrazy znikają, bo zaczynają się koło niej kręcić.
Lubię jej twórczość. Jest bardzo dziewczęca i trochę odjechana. Dokładnie jak Wendy.
Dlaczego o tym piszę? Piszę, bo wczoraj była u nas telewizja Continental Airlines. Przez 4 godziny kręcili o niej krótki filmik, który będzie puszczany na pokładach wszystkich samolotów Continental Airlines world wide w listopadzie tego roku. Przez cały miesiąc!
Świetny chwyt marketingowy, bo nigdy nie wiadomo kto akurat będzie siedział w samolocie i oglądał.
Tak więc jeśli jeszcze jej nie znacie, to niedługo ją poznacie...
14:46, hjuston , art
Link Komentarze (8) »
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston