sny

czwartek, 07 grudnia 2006

Co byście zrobili jakbym wam nagle powiedziała, że jestem szalenie utalentowana muzycznie? Pewnie byście skisli. No to wam powiem. Zatrudniono mnie w charakterze członka orkiestry. Miałam grać na ... uwaga – klarnecie. Poszliśmy z Menszem na mój debiutancki koncert. Bardzo się bałam, że wyjdzie iż grać nie umiem. Orkiestra była nie byle jaka, a i wszystko odbywało się w w filharmonii, a nie na jakiejś imprezie weselnej. Nie myślcie sobie. Nie jestem jakimś tam grajkiem ulicznym, tylko poważnym muzykiem.

No więc poszliśmy na mój pierwszy koncert. Posadziłam Mensza na krześle, kazałam pilnować różowej torebki, a sama pobiegłam na górę gdzie miała się odbyć próba generalna.
Ustawili mnie z tyło obok pana z trąbą. Z trąbą! Ucieszyłam się nawet, bo wiedziałam że pan trąba zagłuszy mój fałsz i nikt się nigdy nie dowie jak naprawdę gram.
Niestety nie dowiedziałam się jak wypadłam, bo się obudziłam.

23:33, hjuston , sny
Link Komentarze (18) »
sobota, 30 września 2006
Wiem, że obiecałam wpis o czymś innym, ale zmieniłam zdanie. Dziś dam wam, że się tak wyrażę trochę siebie. Dzisiaj będzie o snach. Sny są bardzo ważną częścią mojego życia. Bywają gorsze i lepsze, ale  zazwyczaj zawsze je pamiętam.
O snach rozmawiałam z wieloma osobami. Większość z nich twierdziła, że albo nic im się nie śni, albo nic nie pamiętają. Jak to jest, że ja pamiętam wszystko? Postanowiłam je zacząć spisywać. Być może kiedyś ktoś je rozszyfruje. Może jakiś psycholog, albo lepiej- psychiatra hehe.
Dzisiejszy sen pochodzi sprzed jakiegoś miesiąca.
Wraz z Menszem z jakiegoś nieznanego mi powodu mieszkamy w jakiejś szopie. Właściwie nie jest to taka szopa, a bardziej coś jak gdyby hotel, tyle że z desek. Mamy tam swój pokój. Niby jest bezpiecznie, ale wiem, że czasy są cieżkie i być może będziemy musieli tą szopę opuścić. Właścicielem szopy jest znany fanom serialu Lost - Sawyer. Saweyr (ten w filmie) jest facetem, który tak naprawdę ma wszystko głęboko gdzieś. Myśli tylko i wyłącznie o sobie. Ma powodzenie u kobiet, które wykorzystuje z premedytacją (chodzi o wykorzystanie finansowe, a nie fizyczne). Jest niebezpiecznym oszustem. Dowcipny i chamski, lubiący wyrafinowane, politycznie niepoprawne żarty. A jednak jest coś w tym Sawyerze takiego, że niejedna z nas chciałaby zatonąć w jego ramionach i marzyć o tym, że być może będziemy tą jedną jedyną, która go odmieni. Że będziemy tymi, które będzie bronił i takie tam pierdoły. Prawda jest niestety taka, że Sawer nie lubi się wiązać gdyż wie, że nie warto bo i tak się wszystko rozpadnie. Zresztą Sawyer po prostu nie umie. Typ takich facetów nazywam Piratami. W ogóle to ja dziele facetów na: nudziarzy, rycerzy, piratów, luzerów i fajnych Ryśków. Może jest jeszcze kilka innych kategorii, ale ich narazie nie pamiętam. Sawyer jest 100% Piratem. Znam takiego jednego Pirata. Myślę, że świetnie by się z Sawyerem dogadał.
W każdym bądź razie Sawyer wywalił nas z tej szopy. Powiedział, że mamy 2 godziny aby się wynieść i wracać do naszych krajów.
Tak się jednak jakoś zdarzyło, że była z nami moja teściowa, która postanowiła Sawyera przekupić. Postanowiła go przekupic - U W A G A - magicznym koszyczkiem. Koszyczek ten był czymś w stylu stoliczka z bajki "Stoliczku nakryj się". Koszyczek był wiklinowy, bez jakichś tam rączek . Po prostu takie małe pudełko 8 cm x 8 cm. W koszyczku był kawałek materiału spod którego wystawały dwa krzaczki. Coś jakby miniaturki. Jeden był krzakiem porzeczkowym (czerwona porzeczka), a drugi jagodowym. Na każdym z nich było kilka jagód. Magia tego koszyczka polegała na tym, że gdy tylko zjadło się to co na nim było to natychmiast wyrastały następne. Nie mam pojęcia skąd teściowa to wynalazła. Jest to nieistotne. Istotne jest natomiast to, że Sawyer dał się przekupić i mogliśmy wrócić do szopy.


No dobra. To idę na margaritę, a wy tu interpretujcie.

01:53, hjuston , sny
Link Komentarze (8) »
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston