dzieci

środa, 30 czerwca 2010
Niektórzy jeszcze nie wiedzą, że mój mały Maniuś chodzi do przedszkola. Właściwie nie jest to przedszkole, a taki program - Mother's Day Out. Program organizowany jest przez kościół baptystyczny, który przyjmuje dzieci każdego wyznania.
Zajęcia odbywają się 2 razy w tygodniu od 9.30 do 14.30. Dzieci jedzą tam przyniesiony ze sobą lunch, a także śpią.
Po mojej przygodzie z kurnikiem, odwiedziłam jeszcze parę innych przedszkoli. Byłam nawet w Creme de la Creme, gdzie pani w recepcji zamiast good morning mówi bojour, i w którym 3 latki mają salę komputerową wypełnioną MACami, od której to nie można było oderwać mojego syna. Zawsze jednak coś mi nie pasowało.
Ten kościół też pewnie nie jest idealny, ale chodzą tam dzieci moich dwóch koleżanek, i zarówno dzieci jak i koleżanki wyglądają na zadowolone.
Franek też jest zadowolony. Płakał może ze 2 razy, a teraz jak tylko widzi, że pakuję mu lancz pyta się czy idziemy do dzieci. i zaczyna się cieszyć. Lubi swoją panią i jak tylko tam przyjdzie od razu gramoli się jej na kolana. Potem leci do wozu strażackiego i jeśli tylko ktoś inny ma na niego chrapkę to blokuje dostęp swoim ciałkiem i udaje, że nie widzi natręta. Wiem, bo go kiedyś obserwowałam przez chwilę.
Nie przeszkadza mi to, że jest to kościół baptystyczny. Dzieci się jeszcze nie modlą. Jedyny akcent religijny to temat dnia. I tak na przykład- ostatnio temat dnia był taki: Bóg stworzył żółwia. I dzieci kolorowały żółwia. Tydzień później: Bóg stworzył wieloryba i teraz Franek chodzi i wrzeszczy whale whale whale. Ryba to whale, delfin to whale i wieloryb to tez oczywiście whale tylko, że większy.
Generalnie jestem zadowolona. Mam sporo czasu dla siebie. Tydzień temu spotkałyśmy się z koleżankami (Kasią i Asią) na lanczu bez dzieci i było bardzo sympatycznie. Byłyśmy w Zelko i muszę przyznać, że mają tam chyba najlepsze fish tacos w mieście.
No to kończę, bo zostały mi jeszcze 2 godzinki i muszę zrobić fish pie.
czwartek, 28 stycznia 2010
Ogląda ktoś 'Parks and recreation'? Pierwszy sezon był dość słaby, ale śmiem stwierdzić, że drugi sezon jest śmieszniejszy niż The Office. O parkach podobnych z tego serialu myślę właściwie codziennie gdy trzeba się wybrać na spacerek. Na szczęście parków (tych normalnych i  placów zabaw z drzewami) mam w okolicy dość sporo. Są tu także  SPARKi. Odkąd Franek zaczął chodzić, mamy gdzie chodzić.
Gdy czuję, że dziecko rozpiera energia i musi się po prostu natychmiast wyszaleć- idę do parku, który mam praktycznie za rogiem. Niestety w parku tym czasem czyhają na nas pułapki (czytaj dzieci z problemowymi zabawkami, do których dosłownie przykleja się mój syn). Ostatnio jeden chłopak przyjechał do piaskownicy taką bryką:



Możecie sobie wyobrazić jakie sceny odstawiał ten mój Franek i jak bardzo musiałam go przekupywać chrupkami żebyśmy już sobie poszli. Takich łez jakie miał tego dnia wcześniej nie widziałam. Normalnie perły.
Dzieci, które przychodzą na plac zabaw z takimi zabawkami są trochę problemami, bo wiadomo że każdy by chciał sobie pojezdzić takim wozem (nawet ja), ale nie każdy lubi się dzielić (i w sumie nie każdy musi). Jak wytłumaczyć dziecku, że nie może stać przy tym samochodzie i trzaskać drzwiami i że lepiej jest się bawić piłeczką sreczką, którą ze sobą przynieśliśmy?
Na szczęście odkryłam plac zabaw, na którym wszyscy mają po równo.  Na tym placu zabaw dzieci bawią się nie tylko na zjeżdżalni i huśtawkach. Można tam także bawić się porozrzucanymi po placu zabawkami, które zostały podarowane albo przez dzieci, które już się nimi nie bawią, albo przez lokalnego sponsora. Zabawki te są w lepszym stanie niż te, które widzieliśmy w opisywanym przeze mnie kurniku.
Świetny pomysł, nieprawdaż? Dodam, że nikt tych zabawek nie kradnie.



Plac zabaw jest także ogrodzony więc nie wejdą tam na przykład psy i nie trzeba się martwić, że dziecko wybiegnie na ulicę.
W parku tym można między innymi pojeździć 'państwowym' samochodem. Co prawda nie jest to cadillac, ale  też fajny.



Plac zabaw nazywa się Breaswood Park i znajduje się w okolicach Holcombe i Morningside. Polecam.
Blog emigracyjny- krótkie historie z życia w Houston